14. Schildbürgerpokal w Teterow

W sobotę 5 sierpnia udałem się na wycieczkę do Teterow – miasteczka położonego w Meklemburgii, niedaleko autostrady nr 19 (Berlin – Rostock). Okazją był coroczny turniej Schildbürgerpokal, rozgrywany na zasadach nieco podobnych do pardubickiej Zlatej Prilby.

Dobrze, że wyjechałem z domu z zapasem czasowym, bo korek spowodowany remontem autostrady nr 19 spowodował, że droga zajęła mi ponad 5 godzin. W drodze, po zjeździe z berlińskiego ringu, zatrzymałem się na parkingu, bo pogoda była na tyle zła, że zwątpliłem czy jest w ogóle sens dalej jechać. Spojrzałem na prognozy – pokazały, że w Teterow ma świecić słońce, więc ruszyłem dalej. Po kilkudziesięciu kilometrach pogoda faktycznie zaczęła się poprawiać i w momencie, gdy wszystko szło tak pięknie, trafiłem na paskudny kilkukilometrowy korek spowodowany zwężeniem autostrady do jednego pasa.

Ostatecznie udało się zdążyć. Wjeżdżając do Teterow od zachodu, dojazd do stadionu jest stosunkowo prosty. Zaraz po wjeździe do miasta należy skręcić w lewo (droga nr 108), następnie w pierwszą ulicę w lewo, a po wyjechaniu z miasta pojawia się ograniczenie prędkości do 30 km/h i tam właśnie należy skręcić w prawo, w otwartą bramę. Na miejscu jest spory darmowy parking, z którego wspinamy się pod górę, mijając po lewej stronie słynny tor Bergring.

Tor jest stosunkowo krótki (314 metrów), ale ta „krótkość” jest zupełnie inna niż w Anglii. Ze względu na dość krótkie proste i długie łuki jest on bardziej okrągły niż agrafkowaty. Bardzo dużo miejsca jest na wałach wokół toru, w szczególności na wysokości pierwszego łuku. Tak na oko obiekt jest w stanie przyjąć ok. 10 tys. ludzi. Warto jednak pamiętać, że wstęp na siedziska jest za dodatkową opłatą (bilety na Grandstand kupuje się już na terenie obiektu), a pozostała część jest trawiasta, co nikomu nie przeszkadza, bo niemieccy kibice przychodzą najczęściej z własnymi krzesełkami.

Prezentacja odbyła się na motocyklach. Każdy za zawodników przejechał po dwa lub trzy okrążenia, po czym ustawił się na wysokości startu. Stawkę tworzyło dwudziestu żużlowców z dziewięciu krajów. Zawody w Teterow były dla mnie okazją do zobaczenia po raz pierwszy Argentyńczyka Facundo Albina oraz Włocha Nicolasa Vicetina. Faworytem na pewno był Antonio Lindbaeck. Na starcie nie pojawił się niestety Rune Holta, który został zgłoszony jako Norweg

Jeśli chodzi o sposób rozgrywania zawodów, to zawodnicy zostali podzieleni na cztery grupy, a w ramach których rozegrano po trzy wyścigi. Po trzech najlepszych z każdej grupy awansowało do kolejnej fazy, czyli grup sześcioosobowych. Tam również rozgrywano po trzy biegi, a trzech najlepszych awansowało do finału. Finał był rozgrywany oczywiście w sześciu na dystansie pięciu okrążeń.

Same wyścigi przebiegały sprawnie, ale dość długo trwało równanie toru. Wówczas pojawiał się walec ogumiony, co było trochę niezrozumiałe, bo tor i tak był dość twardy. Największym nieporozumieniem było chyba równanie po dwóch biegach półfinałowych. W efekcie zawody trwały nieco ponad trzy godziny.

Polacy (Adrian Gała, Krystian Pieszczek, Szymon Woźniak i Mirosław Jabłoński) od początku stanowili czołówkę turnieju. Najlepiej jednak spisywał się Rosjanin Wadim Tarasienko, a główny faworyt ciułał punkty, które dały mu awans do kolejnych faz. Całkiem dobrze spisywał się Facundo Albin, dzięki czemu z pięcioma punktami wyszedł z grupy.

W pierwszym biegu półfinałowym doszło do upadku Adriana Gały. Wychowanek Startu Gniezno został podcięty przez Jonasa B. Andersena. W momencie przerwania biegu na prowadzeniu był K. Pieszczek. W powtórce Krycha słabiej wystartował i dojechał do mety na czwartym miejscu. Tych punktów zabrakło mu zresztą do awansu do finału, bo zawalił ostatni bieg grupowy, przyjeżdżając na piątej pozycji. Do bardzo niebezpiecznej sytuacji doszło w ostanim grupowym wyścigu drugiej grupy. Na przeciwległej prostej jadący na drugim miejscu Niemiec Max Dilger po odbiciu od bandy zaczął tracić kontrolę nad motocyklem. Zaczęło miotać jego tylnym kołem. Przyblokowany przez rywali Miro Jablonski (tak przedstawiał go spiker) chyba tylko siłą woli zdołał ominąć Dilgera, a Węgier Norbert Magosi został zmuszony do zjechania na trawę. W powtórce cieszyli się kibice gospodarzy, bo Tobias Kroner jechał na drugim miejscu, co dawało mu awans do finału, ale Miro pozbawił rywala złudzeń wyprzedzając go śmiałym atakiem, a dodatkowo Kronera wyprzedził jeszcze Antonio Lindbaeck.

W finale na starcie stanęli: Wadim Tarasienko, Szymon Woźniak, Adrian Gała, Mirosław Jabłoński, Bjarne Pedersen i Antonio Lindbaeck. Świetnie ze startu wystrzeli Gała i pomknął do mety. Jadącego na drugim miejscu Rosjanina w końcu wyprzedził Szwed, a czwarty był Duńczyk. Pozostali Polacy słabo rozegrali start i pierwszy, przez co stracili szansę na podjęcie walki.

Zawody jako całość oceniam przeciętnie. Wydaje mi się, że nawierzchnia była zbyt sucha i chyba niepotrzebnie była dodatkowo ubijana. Z drugiej strony odsypany materiał był jakoś tak bez większego pomysłu czasem ruszany przez traktory, a czasem zostawiany. Cóż, pozostaje oglądnąć w telewizji turniej Speedway Grand Prix, który zostanie rozegrany tutaj 9 września i porównać tamte obserwacje z tym widziałem w sobotę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *