MDMW w Zielonej Górze

Zawsze lubiłem oglądać imprezy młodzieżowe, choć emocji stricte sportowych zazwyczaj nie ma tam zbyt wiele. Jest za to okazja do zobaczenia młodych zawodników, którzy nie mają niestety zbyt wielu okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Pooglądać można także adeptów z okolicznych ośrodków. Tak było i tym razem, jednak stadion opuściłem po półtorej godziny, czyli po… piątym biegu.

Jadąc na zielonogórski obiekt liczyłem się z możliwością opóźnienia, bo organizatorzy mają w przypadku imprez młodzieżowych dość luźne podejście do podanej w mediach godziny rozpoczęcia. Tym razem okazało się, że nie ma… lekarza. Nie ma, bo przedłużył mu się dyżur na SOR-ze, a przynajmniej taką informację przekazał prowadzący spikerkę Kamil Kawicki. Przyznam, że miałem inne skojarzenia, ale zostawię je dla siebie.

W oczekiwaniu na lekarza wysłano na jazdy treningowe adeptów z Gorzowa, Leszna i Zielonej Góry. Kiedy w końcu przyjechał lekarz, na tor trzeba było wysłano polewaczkę. Pierwszy bieg – taśma, drugi bieg – taśma, powtórka drugiego biegu – awaria maszyny startowej, czwarty bieg – taśma. Potem jazdy adeptów i polewanie toru. Piąty bieg – upadek, karetka na torze i wyjazd karetki do szpitala. To krótki opis tego, co działo się przez półtorej godziny. Miałem jeszcze swoje zajęcia, więc musiałem opuścić stadion. Podobnie zrobiła część kibiców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *