Memoriał Rycerzy Speedwaya – Zielona Góra

W piątkowe popołudnie przyjechałem na zielonogórski stadion przy ul. Wrocławskiej 69, żeby zobaczyć ubiegłoroczny Memoriał Rycerzy Speedwaya. Jak było? Nieźle. Cel był wzniosły, ale wiadomo, że dla zawodników był to tylko kolejny etap przygotowań do startu sezonu ligowego.

Obok zawodników miejscowego klubu na starcie stanęli żużlowcy spoza ścisłej czołówki krajowej. No może poza Grzegorze Zengotą, ale akurat on wyraźnie męczył się na motocyklu, nie miał prędkości i był kilka razy mijany na dystansie. Na tle rywali Piotr Protasiewicz, Patryk Dudek, Jarosław Hampel i Andriej Karpow byli wyraźnie lepsi. Zastanawiam się czy taki miał być właśnie komunikat, który poszedł w świat po tych zawodach, czyli „reprezentanci Falubazu są w wysokiej formie”. Rozegrany dwa dni później towarzyski mecz Polska – Reszta Świata mógł mocno tę opinię odmienić, bo ani Protas, ani tym bardziej Duzers nie przypominali tych pewnych, szybkich, śmigających z przodu zawodników.

Właściwie trzy dni, a mieliśmy przy podobnych warunkach pogodowych dwie zupełnie inaczej przygotowane nawierzchnie. Ta część toru, która w piątek pozwalała rozpędzać się pod bandą, w niedzielę była bezużyteczna, co mocno utrudniało nabranie odpowiedniej prędkości potrzebnej do pogoni za rywalami.

Wracając do memoriału, to wydaje się, że Falubaz ma z nim pewien problem. Z jednej strony trzeba go ciągnąć, żeby nie pojawiały się głosy, że klub nie pamięta o dawnych zawodnikach, ale z drugiej – nie ma na te zawody sensownego jakiegoś pomysłu. W latach wcześniejszych szansę dawano najmłodszym żużlowcom, ale oni w marcu jeszcze nie trenują. A skoro obiecano, że odwołany we wrześniu turniej zostanie powtórzony na wiosnę, to trzeba dać szansę jazdy przede wszystkim miejscowym reprezentantom. Bo skoro pieniądze są wydawane, to niech przynajmniej ligowcy sobie pojeżdżą, wszak liga jest najważniejsza. Tak swoją drogą, skoro była to powtórka z ubiegłego roku, to powinienem mieć możliwość wejścia na ubiegłoroczny karnet. Programy w cenie 2 zł miały wszak datę ubiegłoroczną.

W piątek na plus na pewno zaskoczył mnie Alex Zgardziński. Wychowanek Falubazu jeździł ambitnie, starał się walczyć na dystansie i był całkiem skuteczny. Gdyby nie taśma, mogło być jeszcze lepiej. Całkiem fajnie pokazał się także Norbert Kościuch. O tym, że reprezentant pilskiej Polonii walczyć potrafi, wiadomo od dawna, a podczas memoriału tylko te opinie potwierdził.

Zawody jako całość trwały na pewno zbyt długo. Niepotrzebne przerwy, kiedy to sędzia sprawdzał czy w czasie lotnego startu było muśnięcie taśmy powodowały, że turniej tracił ciągłość. Przecież to były zawody towarzyskie i spokojnie można było dopuścić obu miejscowych winowajców do powtórki. Tak na marginesie, to Sebastian Niedźwiedź dostał taśmą po kasku, za co nie powinien być wykluczony. Podobnie długo czekaliśmy aż sędzia sprawdził na ekranie kto szybciej minął linię mety (były trzy takie sytuacje). Kiedy doliczymy te taśmy, mamy już ponad 20 zupełnie zmarnowanych minut. To zresztą spowodowało, że na finał trzeba było włączyć generator i zapalić światła, bo zrobiło się zbyt ciemno. Po co sędzia szedł do parkingu, tego też nie wiem. Przecież losowanie pól startowych mogło odbyć się bez jego udziału. Minęło znów kolejne kilka minut. Czepiam się, bo przy sprawniej przeprowadzonych zawodach wychodziłbym na pewno bardziej zadowolony. A tak, pomimo kilku fajnych wyścigów, miałem poczucie lekkiego znudzenia.

Kiedy tak sobie porównam te niepotrzebne przerwy do sytuacji z Wolverhampton, gdy po tym jak dwukrotnie żużlowcy wyjeżdżali w nieodpowiednich kolorach kasków po prostu ściągano im na starcie pokrowce, a dotknięcie taśmy powodowało start 15 metrów z tyłu, to tak sobie myślę, że w Anglii zawody były rozgrywane dla zawodników i kibiców. W Polsce przede wszystkim dla regulaminu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *