Mistrzowski centryzm

Do napisania tego artykułu sprowokowała mnie wypowiedź Zenona Kasprzaka, którą przeczytałem na Sportowych Faktach. Otóż ojciec tegorocznego wicemistrza świata uważa, że jego syn został sfaulowany przez Nickiego Pedersena podczas toruńskiego turnieju z cyklu SGP, a Duńczyk za całokształt powinien być przez FIM wycofany (czyli chyba zawieszony) albo ukarany.

Pan Zenon ma ogromne doświadczenie zdobyte na torze i w parkingu, a ponadto patrzy na sobotnie wydarzenia z innej perspektywy, bo Krzysztof jest przecież jego synem i wciąż ma dużo lat kariery przed sobą. Staram się to zrozumieć. Jednak nie zgadzam się z decyzją sędziego o wykluczeniu Nickiego, a więc także z tym co powiedział senior rodu Kasprzaków. Według mnie Duńczyk zaatakował ostro, ale w granicach zdrowego rozsądku, bo jak się dowiedziałem od pana sędziego w Ostrowie, w przepisach nie jest to określone, a decyzja zależy od subiektywnej oceny arbitra. Podobna, właściwie bliźniacza, sytuacja miała miejsce w 2007 roku w Bydgoszczy, gdy atakujący Tomasz Gollob w ten sam sposób wyprzedził… Nickiego Pedersena. Tyle, że trzykrotny mistrz świata pojechał wówczas dalej i nie miał specjalnych pretensji. Wtedy cała Polska zachwycała się atakiem, a teraz mamy brutalny faul? Wypada chyba trochę obiektywniej patrzeć na wydarzenia, dzięki czemu może będzie się podnosił ogólny poziom oceny speedway’a.

Według mnie problem nie polegał na tym, że Nicki pojechał za ostro, tylko na tym, że Krzysztof Kasprzak od dłuższego czasu jeździ z poważną kontuzją, a każdy upadek może spowodować potrzebę długiego leczenia, czyli przerwę w startach. I chyba właśnie potrzeba chronienia kolana spowodowała wyjazd szeroko pod bandę i upadek. Tyle tylko, że KK jeździ z kontuzją na własną odpowiedzialność, a rywale nie mają zakazu jego wyprzedzania. Zwłaszcza, że krajowy lider Stali Gorzów sam jeździ bardzo ostro, o czym mogliśmy się przekonać chociażby podczas pierwszej odsłony tegorocznego finału ekstraligi w Lesznie. Tam nie dość, że sprowokował dwie niebezpieczne sytuacje, to sam mógł przedwcześnie zakończyć sezon. I co? Miał pretensje do „kolegów” z pary, bo źle jadą, do brata i ojca, bo sprzęt źle dopasowany. Rozumiem ogromne emocje, ale chyba trochę za dużo zbiera się tych dziwnych sytuacji, gdy winny są wszyscy dookoła.

Jadąc na finał do Leszna kolega Waldek powiedział, że K. Kasprzak staje się gorszy od Tomasza Golloba pod względem przewrażliwienia na swoim punkcie i ustawiania wszystkiego pod siebie. I dzieje się to znów w ramach gorzowskiego klubu. Wydarzenia podczas tegoż finału potwierdziły niestety tą opinię. Nowy wicemistrz świata przedłużył na kolejne trzy lata umowę z nadwarciańskim klubem, dzięki czemu stał punktem odniesienia dla Nielsa Kristiana Iversena oraz Mateja Zagara w negocjacjach z dotychczasowym pracodawcą. Jakby nie kombinować, to Stal nie da rady utrzymać składu za te same czy nawet porównywalne pieniądze, a przecież podwyżki wcale nie gwarantują ani lepszego wyniku, ani lepszej atmosfery, o czym dobrze wiedzą działacze z Zielonej Góry. Do tego mam wrażenie, że grozi drużynie z północy województwa lubuskiego powrót do „centryzmu”, a wystarczy sobie przypomnieć jak Gollobocentryzm wpływał i na wyniki i na finanse. Jeśli działacze pozwolą swojemu krajowemu liderowi na zbyt dużo, to mogą zapomnieć o sile zespołu, czyli najważniejszym argumencie tegorocznej ekipy.

Coraz częściej słyszy się o oszczędnościach w klubach ekstraligowych. Mówią o tym przedstawiciele Unii Leszno, mniejsze budżety będą w Toruniu i Tarnowie, działacze z Zielonej Góry niby chcą robić casting podczas WSL, ale chyba powinni przestać opowiadać bajki i też zacisnąć pasa, skoro po kiepskim sezonie kończą rozgrywki z tak poważnym długiem. Trudno oczekiwać wielkich rzeczy od Grudziądza, który podobno ma zająć miejsce po tegorocznych bankrutach. Wrocław? Też raczej nie będzie tam rewolucji finansowej. I w tej sytuacji Stal chcąc zatrzymać skład musi wydać więcej, czyli ponad 10 mln zł. Oj, tegoroczny tytuł może być  droższy niż się z pozoru wydaje.

One thought on “Mistrzowski centryzm

  • 23-10-2014 z 00:23
    Permalink

    To jest właśnie ciekawa sytuacja, patrząc z punktu widzenia zarządu klubu: co zrobić w takiej sytuacji, kiedy już się osiągnęło wielki sukces, siłą rzeczy oczekiwania całego środowiska będą szły na obronę złota, a jednocześnie nie można klubu zadłużyć? Żadnego zawodnika to nie interesuje, oni zawsze będą chcieć zarobić więcej niż poprzednio. Oddać kogoś ważnego? Tu z kolei znienawidzą fani…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *