Nieudana inauguracja Falubazu

Ekstraliga rozpoczęła się sporą niespodzianką. Na moje typowanie można spuścić zasłonę milczenia, choć nadal twierdzę, że to przede wszystkim Falubaz ten mecz przegrał, a tarnowianie bardzo umiejętnie wykorzystali niemoc gospodarzy. Czas pokaże czy to tylko pierwsze śliwki robaczywki czy jest to może efekt większego problemu.

Oglądając mecz rozgrywany przy ul. Wrocławskiej można było odnieść wrażenie, że goście doskonale wiedzieli jaka nawierzchnia będzie przygotowywana. To niezbyt dobrze świadczy o organizatorach, bo wygląda na to, że od czasu, gdy menadżerował tutaj Marek Cieślak, nie zmienił się sposób myślenia. Nadal ważniejsze jest zrobienie toru przeciw rywalom, zamiast pod swoich zawodników. Któryż to raz taki specyficzny rodzaj sprytu zostaje ukarany, a mimo wszystko nikt nie wyciąga z tej lekcji żadnych wniosków. Przyznam, że uśmiałem się oglądając konferencję prasową. Martin Vaculik chwalący przygotowanie toru do walki, to chyba kpina z zielonogórzan. Jedna ścieżka i nuda, nuda, nudą popędzana. I to wszystko za 45 zł. Teraz przed Falubazem wyjazd do Częstochowy i bardzo ciężki mecz, a potem do Zielonej Góry przyjeżdża Unibax, więc bilety, zgodnie z zapowiedziami, będą kosztowały co najmniej 45 zł. A że tydzień później aktualnych mistrzów Polski czeka wyjazd do Leszna, więc jest całkiem możliwe, że po czterech kolejkach będą mieli a koncie zero i zarząd zostanie zmuszony do zadbania w jakiś sposób o kibiców. Może trochę za daleko wybiegam w przyszłość i zaczynam spekulować, ale jednak od drużyny, której budżet ma wynieść 11 mln zł można wymagać przynajmniej wygrywania na swoim torze z rywalami zakwalifikowanymi przez działaczy do grupy przeciwników o średnim stopniu atrakcyjności.

Gołym okiem było widać, że zielonogórzanie nie tworzą drużyny ani na torze, ani w parkingu. A przecież dobra atmosfera jest podstawą wyniku. Tymczasem w dzień meczu dochodzi do zmiany, której nie może zrozumieć żaden z zewnętrznych komentatorów. Na forach zaczynają pojawiać się różnego rodzaju spekulacje, nie pomagające drużynie. O ile Sasza Loktajew zdecydowanie pojechał na plus, to nadal ciężko jest zrozumieć odsunięcie Andreasa Jonssona oraz argumentacje o słabych wcześniejszych występach. Szału rzeczywiście nie robił, ale nasi wychowankowie spisywali się całkiem dobrze, a mecz ligowy okazał się w ich wykonaniu kompletną klapą. Co dziwniejsze, Mikkel Bech Jensen w tym samym czasie występował w Anglii, gdzie nawiasem mówiąc zdobył 12 punktów, i okazuje się, że mając tak szeroką ławkę menadżer jest właściwie skazany na jedno jedyne rozwiązanie. I co dalej? Czy teraz AJ dostanie szansę? Jeśli tak, to za kogo? A co z utalentowanym Duńczykiem? Czy po tak słabym meczu odsunięty zostanie na przykład Patryk Dudek? Niestety, w przypadku przegranej duży wybór zawodników wcale nie poprawia nastroju w drużynie. Zakładam, że ze składu wyleci Krzysztof Jabłoński i nieprędko tam zapewne wróci. W tym wszystkim mam jedynie nadzieję, że decyzję o takim, a nie innym ustawieniu podjął rzeczywiście Rafał Dobrucki.

Według doniesień Sportowych Faktów na trybunach zasiadło 10 tys. kibiców. Skoro prezes Falubazu twierdzi, że na stadion może wejść 15 tys. ludzi, to ktoś tu mija się z prawdą. Nawet trybuna „K” miała jeszcze trochę wolnych miejsc, na drugim łuku też jeszcze sporo ludzi mogłoby się zmieścić, a „większa połowa” sektorów droższych (w tym nowej trybuny) świeciła pustkami. Kolejne mecze pokażą czy sobota jako dzień rozgrywania meczów się nie sprawdził czy może speedway w Winnym Grodzie zwyczajnie się już przejada. Zbyt dużo w tym wszystkim marketingu, a coraz mniej sportu. Będąc w niedzielę we Wrocławiu uśmiechnąłem się słuchając tamtejszego komentatora chwalącego zielonogórskich kibiców za podziękowania swoim zawodnikom. Oczywiście, szacunek się należy nawet po bolesnej porażce, ale przecież reakcja tej grupy jest uzależniona od tego, co zapoda im ichni prowadzący. I ciekaw jestem jak oni zachowaliby się w przypadku niezbyt różowej opcji przyszłości opisanej we wcześniejszym akapicie.

Na mecz z Tarnowem nie poszedłem i przyznam bez bicia, że nie żałuję. Pojechałem z synem do Wrocławia, gdzie spotkanie było o niebo ciekawsze, a przy okazji zahaczyliśmy też o Muzeum Przyrodnicze i Ogród Botaniczny, które tak na marginesie polecam. Szkoda, że Sparta przegrała, ale goście z Gorzowa byli po prostu bardziej wyrównaną drużyną. Wśród miejscowych chyba napięcia nie wytrzymali juniorzy i po świetnych sparingach teraz nie udało się uzbierać zbyt wielu punktów. Zabrakło mi w niektórych wyścigach większego zaangażowania gospodarzy. Waleczności nie można na pewno odmówić Tomaszowi Jędrzejakowi, ale pozostali momentami jakby przechodzili obok meczu. Z kolei wśród gości Bartosz Zmarzlik był tak zmotywowany, że dostał upomnienie od sędziego. Blokowanie na siłę rywala i spychanie do bandy nijak nie mieści się w kanonach fair-play i arbiter powinien chyba dać to do zrozumienia młodemu gorzowianinowi w bardziej dotkliwy dla niego sposób. Ogólnie jednak mecz mógł się podobać jako widowisko, a to bardzo ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *