Opole

Stadion
Adres: ul. Wschodnia 2
Tor
Długość: 321 m
Rekord
Patryk Dudek - 60,1 sek.
(7 lipca 2011 r.)

Na mecz do Opola wybraliśmy się z kolegami 5 kwietnia 1999 r. Było to drugie święto wielkanocne, więc na autostradzie z betonowych płyt, nazywanej wtedy najdłuższymi schodami nowoczesnej Europy mogliśmy oglądać Niemców wracających do siebie, jadących 50 km/h w obawie o swoje luksusowe audi, mercedesy i BMW. Po drodze zajechaliśmy do Lubiąża, gdzie znajduje się ogromny pocysterski kompleks, zdewastowany niestety w dużej mierze przez Armię Radziecką, dla której wszytko co drewniane miało wartość opałową. Swego czasu chciał go kupić Michael Jackson, na szczęście jednak tego nie zrobił. Kiedy tam byliśmy, odrestaurowane było jedno z pomieszczeń. Polecam, bo całość robi fantastyczne wrażenie (zdjęcie).

W Opolu, jadąc z Zielonej Góry, kierowaliśmy się na Katowice i mieliśmy sporo szczęścia, bo skręciliśmy w dobrą ulicę. Nie chcę nikogo obrazić, ale to co zobaczyliśmy po przekroczeniu bram stadionu spowodowało wybuch śmiechu. Nawet przy dużej tolerancji teren, który mieliśmy przed sobą trudno było nazwać stadionem. Obiekt był w stanie opłakanym. Całe szczęście, że byliśmy odpowiednio wcześnie, bo dzięki temu udało się znaleźć odpowiednio długą ławkę, a nie było to łatwe zadanie. Potem dotarła grupa kilkudziesięciu zielonogórskich kibiców i widziałem prawdziwy strach w oczach ludzi mających zapewnić porządek na trybunach. Dla nich było to coś zupełnie nowego. Na szczęście nie było żadnych zadym.

Organizacja była na poziomie wołającym o pomstę do nieba, nawet jak na warunki pierwszoligowe. Nagłośnienie miało stosunek przerywany do swojej pracy i było strasznie irytujące. Sam mecz był zacięty, choć mijanek na dystansie zbyt wiele nie oglądaliśmy. Dostaliśmy wtedy sporą lekcję pokory, bo faworyt bardzo szczęśliwie zremisował dzięki atakowi Antonina Svaba w ostatnim wyścigu, który wygraliśmy 4:2. Był to pierwszy sezon obowiązywania KSM-u, który uniemożliwił udział w meczu Rafałowi Kurmańskiemu. Z przebiegu spotkania pamiętam wypadek Grzegorza Walaska, który po starciu z Wojciechem Załuskim rozwalił spory kawałek bandy.

Wróciłem do Opola w latach 2014 i 2015. Najważniejszą zmianą jest nowy budynek wieżyczki sędziowskiej oraz sektory znajdujące się w jej pobliżu. Nie zmienia to jednak faktu, że nie wyobrażam sobie obecnie przyjazdu chociażby tysiąca fanów z Zielonej Góry. Niewątpliwym problemem jest położenie stadionu. Wciśnięcie pomiędzy Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego, tory kolejowe oraz ulicę Wschodnią uniemożliwia jakąkolwiek jego rozbudowę. Dzięki temu zresztą przez wiele lat był to najkrótszy tor w Polsce.

Opolski obiekt nie pasuje do dzisiejszych realiów w I lidze, o ekstralidze nie wspominając. I tu jest niestety widoczny ślepa ulica, w którą wjechał polski żużel. Bo choć na łukach nie ma siedzisk, nie ma oświetlenia, to bardzo fajnie ogląda się tu wyścigi. Mogę przynieść koc i po prostu położyć się na trawie. Świetna sprawa.

Opolski klub jest od wielu lat w kryzysie, a w sezonie 2015 nie wystartował w lidze. Są jednak powody do optymizmu, bo ruszyło szkolenie młodzieży. Powrót do czasów Leonarda Raby, Herberta Karwata, Wojciecha Załuskiego czy Karola Lisa (był co prawda wychowankiem Gwardii Łódź, ale jeździł w Kolejarzu Opole) jest jednak raczej niemożliwy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *