W tytule, jak można domyśleć się po zdjęciu, nie chodzi o World Cup czy World Championship. Chodzi o zwyczajne WC – coś, co na polskich stadionach żużlowych, spełniających rygorystyczne wymagania Ekstraligi, powinno także spełniać jakieś standardy. Dziwnym trafem jednak milionowe nakłady na drużyny i obiekty jakoś nie zawsze wystarczają na zapewnienie tego komfortu kibicom na stadionie.
W ciągu ostatnich lat miałem możliwość zobaczenia całkiem sporej obiektów żużlowych. Nie wszystkie można nazwać stadionami. Czasem to prostu tory bez specjalnego miejsca dla kibiców. W Polsce mamy oczywiście najlepsze stadiony w pełnym tego słowa znaczeniu. Mają kolorowe siedziska i dają ogromny komfort oglądania. A przynajmniej tak ma to wyglądać w telewizji. Po trzech tygodniach tegorocznego sezonu i odwiedzeniu bodajże pięciu polskich stadionów mam parę przemyśleń.
Oświetlenie, odwodnienie liniowe, podniesienie łuków, wyposażenie parkingów, plandeka – wszystko po to, żeby transmisje telewizyjne były na coraz wyższym poziomie i jak najmniej meczy było odwoływanych, bo to problem dla telewizji. Miasta wywalają niemałe pieniądze na spełnianie coraz bardziej wymyślnych norm narzucanych przez Ekstraligę. PGE Ekstraliga i 2. Ekstraliga mają być produktami na najwyższym poziomie, a kluby wchodzące z KLŻ muszą spełniać narzucone normy.
O ile na ekranie wszystko wygląda atrakcyjnie, to często rzeczywistość na miejscu nie zawsze jest już tak kolorowa. Te piękne obiekty nierzadko nie mają… stałych toalet. Nierzadko kibice na stadionie zmuszeni są do korzystania z przenośnych toalet, czyli nowoczesnej wersji wychodków. Nierzadko na tych pięknych obiektach nie można nawet umyć rąk. Gdzie wówczas są standardy Ekstraligi? Okazuje się, że pod tym względem polskie stadiony niejednokrotnie wyglądają gorzej niż często wyśmiewane u nas obiekty w Czechach, Niemczech, Anglii, Włoszech, Węgrzech czy Austrii.
Przyznam, że byłem zażenowany, gdy w wielkanocny poniedziałek w Gnieźnie zobaczyłem, że zapleczem sanitarnym dla trybuny głównej są dwie toalety przenośne, z których jednej nie dało się zamknąć od środka. Na koronie stadionu na pierwszym łuku były dwie toalety, ale tylko jedna dostępna. Ale jakby co, to stadion jest przygotowany na awans, bo miasto zapłaciło za oświetlenie i inne rzeczy.
To nie jest jedyny przykład, bo takich stadionów żużlowych w Polsce jest więcej. Dlaczego? Bo kibicami na stadionie nikt się nie przejmuje. Mają robić tło w telewizji i na tym ich zadanie się kończy. W każdym innym aspekcie coraz częściej stają się złem koniecznym.
Co ciekawe, murowane toalety są na obiektach w Brezolupach, Svitavach, Chabarovicach, Slanym, Debreczynie, Lonigo, Terenzano, St. Johann, Mureck. W Niemczech nierzadko są kontenery, podobnie jak w Gorzowie Wlkp. Okazuje się, że można zadbać o jakiś przyzwoity poziom bez wydawania milionów na podstawowe potrzeby.
Zamieściłem niedawno wpis na moim profilu FB, dotyczącym tego dziwnego zjawiska, bo brak toalet na obiektach użytkowanych przez kluby z milionowymi budżetami jest dla mnie dziwnym zjawiskiem. I dostałem komentarz od kibica, który na swoim zdjęciu profilowym jest z biało-czerwonym szalikiem i reprezentacją Polski na stadionie w Manchesterze. Przyznam, że komentarz mnie powalił. „Lej w toj toja i nie marudź. Dwa może trzy szczochy albo ewentualnie raz dwójeczkę przeżyjesz. Nikt nie mieszka na stadionie żeby marmurowe łazienki robili.”. Cóż, jest wiele miejsc, gdzie ludzie nie mieszkają, a jednak jakiś standard i komfort są zachowywane, ale może nie wszyscy takie miejsca odwiedzają.
Oczywiście, że korzystam z przenośnych toalet na stadionach, bo co mam innego zrobić? Jednak płacąc za bilet chciałbym być uczciwie traktowany także w tym zakresie. A skoro stać miasta na finansowanie klubów, a kluby na płacenie kolosalnych kwot zawodnikom, to chyba jakiś niewielki procent tych kosztów też by się znalazł na zapewnienie minimum higieny na obiektach, gdzie rozgrywa się po 20-30 imprez w roku.

