Dziś mamy 1 lutego.
46 dni temu opublikowano „pełny” terminarz PGE Ekstraligi. Do „pełności” jednak trochę brakuje. To raczej pewien schemat terminarza. Nie tylko, że nie wiemy w jakie konkretnie dni odbędą się poszczególne mecze, przykładowo kibice z Zielonej Góry, Wrocławia czy Gorzowa Wlkp. nadal nie wiedzą czy ich drużyny pojadą u siebie 3 czy może 24 maja, 2 czy może 9 sierpnia. A jest to różnica, szczególnie dla tych, którzy chcą kupić karnety. O ile we Wrocławiu wciąż jest moda na Spartę, to w województwie lubuskim nie jest to już takie oczywiste.
Jak rozumiem, nie znamy szczegółów, bo nie wiemy kto ostatecznie będzie transmitował mecze. Mówi się nawet o przeniesieniu części meczów do TVP Sport, czyli kanału otwartego. Może jeszcze nie w tym roku, ale…
Niby fajnie, większa oglądalność, bo transmisja za darmo. Jednak ewentualne przeniesienie części transmisji PGE Ekstraligi do kanału otwartego byłoby klęską dotychczasowej polityki kontraktów telewizyjnych Ekstraligi Żużlowej. Cały problem wynika z tego, że zwyczajni ludzie nie chcą płacić za dostęp do transmisji, a przez to żadna z liczących się płatnych telewizji nie jest zainteresowana współpracą. Nikt na dłuższą metę nie będzie bawił się w polski ligowy żużel po to, żeby tzw. kibice mogli sobie oglądać mecze za darmo. Przecież pieniądze w tym systemie pochodzą głównie z kontraktu telewizyjnego.
To już od dawna nie jest oferta sportowa, a sprzedaż produktu. Jeśli pan Wojciech i spółka nie wymyślą czegoś nowego, nie zainteresują klientów na tyle, żeby byli oni skłonni płacić niemałe kwoty, to być może jesteśmy właśnie świadkami początku końca najbogatszej ligi świata.
Dziś mamy 1 lutego.
Nadal nie wiemy ile drużyn pojedzie w rozgrywkach KLŻ, a co za tym idzie – nie znamy terminarza. Wypada mieć nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, gdy terminarz ogłoszono… 25 marca.
Ciekawe czy jest ktoś, kto może podać chociaż orientacyjnie daty naprawdę pełnych terminarzy

