Finał turnieju z okazji jubileuszu startów Charlesa Wrighta. Dla większości zawodników były to pierwsze zawody w sezonie. Warunki były – delikatnie mówiąc – niezbyt łatwe. Przynajmniej w finale.
A ja skorzystałem z oferty telewizji BSN i za niespełna 5 funtów obejrzałem Memoriał Petera Cravena. Nie żałuję, bo zawody były świetne. Zresztą National Speedway Stadium jest doskonałym obiektem do takich właśnie zawodów rozpoczynających sezon. Tor jest dość szeroki z łagodnymi łukami. Oczywiście nawierzchnia przygotowana jest tak, że pozwala na ściganie zarówno szeroko, jak i bliżej krawężnika. Wielokrotnie miałem uśmiech na twarzy, oglądając walkę na wysokim poziomie, bo stawka była zacna.
Sporo śmiechu było, gdy komentatorzy próbowali poradzić sobie z wymową nazwiska Patryka Wojdyło. Najpierw nazwisko Polaka napisano z błędem i komentatorzy czytali „WODOJLO” jako „Łododżloł”, a potem poprawiono pisownię, dzięki czemu „WOJDYLO” można było usłyszeć jako „Łodżyloł” lub „Łoczyloł”.
Ciekawy jest format. Najpierw standardowe 20 wyścigów, z których trzech zawodników awansuje bezpośrednio do finału. Kolejnych… pięciu zawodników walczy w półfinale o trzy pozostałe miejsca. Finał jest więc w obsadzie sześcioosobowej. W pierwszym łuku było ciasno i Jason Doyle stracił kilka szprych w tylnym kole. Reszta pojechała dalej, a Brady Kurtz i Dan Bewley stoczyli wspaniałą walkę. Coś pięknego.