Rozpoczynam nową serię. Samozwańczy Ekspert Ekstraligowy, czyli SEksEks, czyli S(Eks)². Można też powiedzieć: S(Eks)², czy p…nie o Ekstralidze. Gdyby komuś źle się skojarzyło, to „p…nie” może równie dobrze oznaczać „pisanie” 🙂
Traktując żużel czysto idealistycznie, postrzegam rozgrywki jako możliwość połączenia sportowej rywalizacji z pewną formą zabawy, a na pewno przyjemności. Obrazem tego jest dla mnie Puchatek trzymający balonik i lecący razem z nim do góry. Oczywiście polskie kluby nie mogą korzystać z Puchatka, więc tworzą własnego Misia, wyposażając go w różnego rodzaju balonopodobne dziwactwa.
Wytłumaczę na początku, że w tym artykule balonik oznacza realne możliwości organizacyjne, finansowe i sportowe. Miś natomiast jest wszystkim tym, co balonik ma unieść, czyli jest przede wszystkim presją różnego rodzaju oczekiwań kibiców, działaczy, sponsorów i lokalnych polityków. Uważam, że tego rodzaju porównanie wcale nie jest tak głupie i prostackie, jakie z pozoru może się wydawać. Mamy tutaj dwa światy, które powinny ze sobą współgrać, w pewien sposób uzupełniać się. I przede wszystkim mieć punkt wspólny. Powinny. Jeśli jednak pojawia się miś na miarę oczekiwań i to nie jest ostatnie słowo?
Na czym polega problem ogromnej większości polskich klubów żużlowych? Oczywiście na tym, że ani balonik nie pasuje do misia, ani miś nie pasuje do balonika. Zamiast jedności trzeba wybierać, co w tym tandemie ma być ważniejsze. Balonik powinien być przedstawieniem tego czym klub realnie dysponuje. Niestety, realia są takie, że najpierw tworzy się misia, najczęściej straszliwie paskudnego, a potem sztucznie podpina się do niego balonik, który bardziej symbolizuje potrzeby niż możliwości. I czasem ten balonik zwyczajnie nie wytrzymuje, a czasem używa się helikoptera, podobnie jak w filmie „Miś”. Tyle, że doraźne sposoby nie zmieniają faktu, że kluby najczęściej nie są w stanie trwale unieść ciężaru oczekiwań.
Jako swego rodzaju wizualizację przedstawię dwa obrazki. Na jednym jest Kubuś Puchatek namalowany przez moją Córkę, a na drugim kopia paskudnego misia z filmu „Miś”. Kopia od 2015 roku „mieszka” na lotnisku w Przylepie – aktualnie jest to dzielnica Zielonej Góry, tzw. Nowe Miasto.


Przewidywania na chwilę obecną są raczej zabawą. Jednocześnie nie od dziś wiadomo, że przy dzisiejszych stawkach i kosztach, na udział w rozgrywkach stać trzy, może cztery kluby. Reszta jakoś się buja, bo jest lepsza od najsłabszych. Presja największa będzie tam, że gdzie są największe pieniądze, a jednocześnie najdłużej trwa oczekiwanie na mistrzostwo. Myślę, że jednorazowe zdobycie DMP nie jest czymś do końca satysfakcjonującym. Dopiero pewna seria, która de facto powoduje nasycenie i znudzenie, jest czymś w rodzaju spełnienia. Jeśli dobrze kombinuję, to największe parcie będzie we Wrocławiu. Za nim w kolejce presji ustawią się Zielona Góra, z wielkim zakupem (wg mnie przereklamowanym) oraz Toruń, gdzie wciąż mają sporo do udowodnienia, a do nasycenia wiele brakuje.
Nieco spuszczono oczekiwania w Lublinie, bo tam już w ubiegłym roku ciężko było zapełnić niewielki przecież stadion. Niemniej jednak Motor pewnie wyjdzie na plus na tym posunięciu i spokojnie awansuje do półfinału. Czy to spowoduje ponowny boom na żużel? Nie wiem.
Trend wyznaczony jakiś czas temu sprawia, że kluby siłą rzeczy są zmuszone do robienia zakupów w sklepie, gdzie kupuje się sukcesy. Jeśli wszyscy robią tam zakupy, to gwarancji nie ma żadnej, zwłaszcza, gdy działacze nie zapoznają się z instrukcją obsługi sukcesu.
W tym sezonie wszystkie kluby postawiły na czterech seniorów, w tym co najmniej dwóch Polaków. Nikt nie poszedł drogą prezesa Mrozka, który w 2025 roku sam zniszczył własną drużynę, traktując zawodników jak marionetki. Warto jednak pamiętać, że w każdym meczu drużyna ma do obstawienia 30 startów, z czego z dużym prawdopodobieństwem ci seniorzy wezmą ich 20. Dla pozostałych czterech zawodników zostaje zatem tylko 10 startów. I tu właśnie będzie najciekawsza rozgrywka, czyli problem pt. „Jak zrobić wynik i nie zajechać atmosfery?”. Jeśli w klubie oprócz mocnej czwórki seniorów będzie także solidny zawodnik U24, to w zasadzie rola juniorów zostanie sprowadzona do regulaminowych startów, czyli traktowania ich jak zło konieczne. Jeśli chce się postawić na juniorów, to opcja taka będzie możliwa właściwie tylko kosztem zawodnika U24. Nie zdziwię się, jeśli właśnie te 10 startów „nieseniorskich” w meczu będzie kluczem do sukcesu lub balastem dla klubów.
Ciekawą strategię przyjęto w Grudziądzu i Gorzowie. W pierwszym przypadku nie ma żadnego zawodnika U24, czyli jego miejsce będzie zajmować któryś z juniorów. W drugim – zakontraktowano seniora, który będzie pojawiał na prezentacji i na tym jego rola zapewne będzie się kończyć, a cztery starty będą zagospodarowane przez juniorów. Jeśli tylko wystarczy pieniędzy na opłacenie całej tej zabawy, to oba miasta „G” mogą nieźle zabawić się z teoretycznie lepszymi klubami, które przesadzą ze swoimi misiami. Jeśli wystarczy pieniędzy…
Ciekaw jestem postawy Falubazu. Największe obawy mam o Damiana Ratajczaka, który wg mnie zmarnował sezon 2025, skupiając się wyłącznie na polskich rozgrywkach. Wychowanek Unii Leszno niezbyt dobrze czuje się, gdy musi rywalizować o skład. Jeśli okaże się, że któryś z młodych zagranicznych zawodników nagle wystrzeli z formą, to pozycja Damiana może się mocno zachwiać. Tym bardziej, że jego trzyletni kontrakt nie zmusza już działaczy do jakiegoś szczególnego traktowania. Generalnie jakoś nieszczególnie wierzę w to, że uda się w Zielonej Górze zbudować drużynę z gwiazd.
Ciekaw jestem także Unii Leszno. Bardzo mocna para juniorska, solidny zawodnik U24 i doświadczeni seniorzy, którzy jednak chyba najlepsze lata mają za sobą. Plusem jest tutaj brak wielkich oczekiwań.
O Włókniarzu ciężko jest coś napisać, bo cokolwiek więcej niż pewny spadek będzie sukcesem. Aczkolwiek umiejętne poprowadzenie ekipy, która nie ma na sobie żadnej presji czasem prowadzi do niespodziewanych rozstrzygnięć.
Cóż, na końcu może się okazać, że znów najwyżej są najbogatsi, co byłoby pewnie najgorszym rozwiązaniem dla Ekstraligi, w której nie bardzo jest jakiś pomysł na zmiany. Najbogatsi prawdopodobnie mają w zanadrzu zapasy, którymi mogą zmusić biedniejszą konkurencję do wejścia na poziom absolutnego absurdu finansowego i doprowadzić resztę ligi do samozniszczenia.
Jest jeszcze trochę czasu. Poczekam, a potem będę bawił się w typowanie.

