Falubaz wjeżdża na nową drogę z czystą kartą, spłaconymi długami, ale też z pewnym obciążeniem, którym są kontrakty podpisane przez poprzedni zarząd. Jaki będzie efekt, tego oczywiście nikt nie jest w stanie dzisiaj przewidzieć.
Dla mnie zielonogórski klub jest przykładem prywatnego folwarku, który tak czy inaczej musi istnieć, bo politycy boją się wyborców. A że płacą pieniędzmi tychże wyborców? Taka jest świadomość społeczna.
Jeśli chodzi o kwestie sportowe, to zapowiedzi można uznać za obiecujące. Nie ma parcia na wynik, nie ma parcia na wysokość budżetu, klub ma stawiać na szkolenie, a w składzie drużyny ligowej ma być dwóch wychowanków: Grzegorz Zengota i miejscowy junior. Na pewno jest optymizm, jest światełko w tunelu, jest jakaś nadzieja.
Wiadomo, że miasto pozbyło się akcji klubu żużlowego, choć za cenę dużo niższą, niż zapowiadano. Z tego co zrozumiałem miasto miało dodatkowo wspomóc klub kwotą 2 mln zł, ale pieniądze miały być odzyskane właśnie ze sprzedaży akcji. Tymczasem z powodu złego zarządzania klubem, przez co rozumiem dług wyższy niż oczekiwano, akcje sprzedano tylko za 700 tys. zł.
Politycznie jest więcej zagadek, bo nadal nie wiadomo jak wielki ma być udział miasta w finansowaniu klubu. Wiadomo będzie dopiero, gdy radni przegłosują budżet na przyszły rok, choć uzgodnienia pomiędzy miastem a biznesem są już przecież dokonane.
Finanse to jedno, ale wiadomo przecież, że klub ma też inny problem, o którym nikt nie wspomina. Ciekaw jestem czy pod nowymi rządami nadal przerwy w meczu, spowodowane przez wiadomo kogo, będą kończyły się wyciszeniem problemu?
Ciekaw też jestem, czy gdyby zorganizowane zostało referendum w sprawie dofinansowania klubu żużlowego z publicznych pieniędzy, to mieszkańcy Zielonej Góry rzeczywiście byliby skłonni przekazywać co roku kilka milionów złotych na klub żużlowy. Tego się jednak nie dowiemy.
Póki co jestem mocno sceptycznie nastawiony. Uważam, że skoro środowiska zielonogórskiego nie stać na klub żużlowy w Ekstralidze, to nie ma sensu na siłę wykonywać syzyfiwej pracy.

