VII Memoriał Rycerzy Speedwaya

Tegoroczny sezon żużlowy w Zielonej Górze zakończony został tradycyjnym (można już tak chyba napisać) Memoriałem Rycerzy Speedwaya, czyli turniejem upamiętniającym zawodników Falubazu, których nie ma już wśród nas. Inicjatywa jak najbardziej słuszna i mam nadzieję, że będzie przez klub kontynuowana.

Na stadion szedłem już z założeniem, że nie będę do końca zawodów. Liczyłem na możliwość obejrzenia ośmiu, może dwunastu biegów. Od rana zresztą pogoda stawiała rozegranie turnieju pod sporym znakiem zapytania. Z domu wyjechałem dość późno, więc na trybunach pojawiłem się dopiero w momencie, gdy zawodnicy ustawili się do wspólnego zdjęcia po prezentacji. Potem trzeba było znaleźć jakieś sensowne miejsce, co wcale nie było takie proste, jako że całkiem sporo kibiców pojawiło się na trybunach, a siedziska po porannych opadach jakoś nie bardzo odprowadziły wodę. Wcześniej kibice mieli możliwość spotkania się z dawnymi zawodnikami Falubazu. Mijałem na trybunach Patryka i Sławomira Dudków, Jana Krzystyniaka oraz Zbigniewa Marcinkowskiego.

Organizatorom udało się zebrać całkiem ciekawą obsadę. Kibice mogli zobaczyć pięciu zawodników miejscowej drużyny, a wśród nich powracającego po kontuzji Fabiana Ragusa. Dla mnie największą ciekawostką była możliwość zobaczenia braci Jespera i Jonasa Knudsenów, czyli duńskich nastolatków, których nie miałem jeszcze okazji oglądać na żużlowych torach. Tak przy okazji tylko dopowiem, że – poza nazwiskiem – nic ich nie łączy z dawnym mistrzem Tommy Knudsenem.

I tutaj mam pewną zagwozdkę związaną z obecnym zielonogórskim klubem. Zorganizowano fajną imprezę, zadbano o spotkanie z legendami, zapewniono ciekawą obsadę, dobrze przygotowano tor, co jest też warte podkreślenia. Ale jednocześnie, choć pogoda była bardzo niepewna, czekano na rozpoczęcie pierwszego wyścigu do godziny 14:15, bo tak organizatorzy sami sobie zaplanowali, nie będąc zależnymi w tym względzie od czynników zewnętrznych. Spokojnie można było rozpocząć ściganie jakieś sześć czy siedem minut wcześniej. Po pierwszej serii wyjechała nawet polewaczka, bo tor zbyt mocno przesechł, ale nie puszczano traktorów. Po drugiej serii wyjechał jeden traktor (?!), a czekającą na wyjazd polewaczkę cofnięto. I całe szczęście, bo dosłownie minutę później zaczęło padać. Gdyby nie bezsensowne czekanie, można było spokojnie odjechać przynajmniej dwa kolejne wyścigi w znośnych warunkach.

Wiem, że to nie jest najważniejsza kwestia w tego typu turniejach, ale skoro organizatorzy są świadomi, że do zatwierdzenia ostatecznych wyników, czyli uznania zawodów za rozegrane, potrzebne jest odjechanie dwunastu biegów (trzech pełnych serii), to po co zwlekać z rozpoczęciem? Byłem ostatnio w Lublinie. Tam zawody rozpoczęły się pięć minut przed czasem z powodu nadciągającej chmury. Chmura na szczęście przeszła bokiem, ale widać, że ktoś w tym klubie myśli. Następnego dnia w Ostrowie świeciło piękne słońce i tam, podobnie jak w Zielonej Górze, była krótka przerwa po prezentacji – ściganie miało się rozpocząć o godz. 16:15. I żeby tak się stało zawodnicy wyjechali z parkingu o godz. 16:13.

Wyszedłem ze stadionu po X wyścigu. Na dworze nie było wielkiej ulewy, ale byłem już cały mokry. Podczas powrotu samochodem prawie cały czas mżyło. To był dobrze przygotowany, ale właśnie te drobne opady są najbardziej upierdliwe, bo woda wsiąka w nawierzchnię. Zaskoczyłem się, kiedy spojrzałem na ostateczne wyniki, bo okazało się, że wbrew moim przewidywaniom odjechano jeszcze czwartą serię i z tego co widziałem na udostępnionym przez klub filmie widać, że tor bardzo fajnie się spisał.

W trakcie imprezy prowadzący spikerkę Kamil Kawicki poinformował o pracy prowadzonej w szkółce Falubazu. Na chwilę obecną trenują tam dwadzieścia dwie osoby w różnych kategoriach wiekowych, a więc także w różnych klasach. Wymienił nazwiska może siedmiu z nich, w tym chyba trzech czy czterech chłopaków pochodzących z tegorocznego naboru. Nie byłem podczas prezentacji szkółki w niedzielę, bo miałem swój wyjazd. Nie ukrywam, że mieszkając w Zielonej Górze wielokrotnie miałem możliwość skonfrontowania przekazu marketingowego z rzeczywistością i do tego wielkiego boomu w szkółce jestem sceptycznie nastawiony, tym bardziej, że zawodnicy, którzy podobno jeszcze w tym roku mają podejść do licencji nie mogli pokazać się ani wczoraj, ani niespełna półtora miesiąca temu podczas III rundy Nice Cup. Cóż, mam na ten temat swoją teorię, ale jednocześnie wypada mi wierzyć, że jestem w błędzie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *