Zanim napiszę parę słów o flat track camp, warto chyba najpierw nakreślić, czym jest flat track. To wyścigi motocyklowe rozgrywane na płaskich, szutrowych torach, a zawodnicy – podobnie jak w żużlu – jeżdżą w lewo. Jest odmiana z torami posiadającymi zakręty w obie strony, ale wówczas mówimy już flat tracku TT. Choć w struktury FIM flat track wszedł dopiero w 2010 r., to jest uznawany na najstarszą dyscyplinę motocyklową na świecie.
Używa się tutaj silników z motocykli crossowych o pojemności 450cc. Paliwem jest z reguły benzyna 98Pb. Używane są felgi 19-calowe. Motocykle do flat tracka posiadają tylne hamulce. Nie ma tutaj wymagań dotyczących dmuchanej bandy i generalnie chodzi przede wszystkim o to, żeby można pojeździć w lewo. W wyścigu może wziąć udział maksymalnie 12 zawodników, a start odbywa się na zielone światło.
Flat track camp, to możliwość treningu dla profesjonalistów i amatorów pod nadzorem instruktora. Imprezy w Polsce organizowane są na torach żużlowych, pod patronatem FIM oraz PZM. Uczestnicy dzieleni się na trzy grupy, w zależności od doświadczenia. Wyjazd na tor każdej z grup, to 5 minut. Po serii równanie (jeśli jest potrzebne) i polewanie toru. Zawodnicy chcą jak najwięcej jeździć, więc są bardzo zdyscyplinowani.
Jak dowiedziałem się o campie? Odezwał się do mnie Bartosz Tymoszuk – jeden z organizatorów, a jednocześnie czynny zawodnik i popularyzator flat tracka w naszym kraju. Dodałem wówczas flat track do mojego terminarza i pomyślałem, że warto byłoby zobaczyć jak taka impreza wygląda. Do Rawicza mam jakieś 120 km, więc nie jest daleko.
W rawickim campie udział wzięło 19 zawodników i 15 motocykli. Przyjemnie było spędzić czas w parkingu i ogólnie na rawickim owalu. To jest spora przyjemność, móc patrzeć na ludzi robiących coś dla przyjemności, mając autentyczny fun z możliwości wyjechania tor i pokonywania kolejnych okrążeń. Najlepsza grupa często pokonywała łuki ślizgiem, druga grupa – wraz z kolejnymi pokonanymi kółkami – jeździła coraz pewniej i szybciej, a ostatnia najspokojniej, ale z niemniejszą pasją.
Po raz pierwszy miałem możliwość spojrzenia na jazdę z wewnątrz toru. Początkowo byłem zaskoczony, że wszystko dzieje się tak szybko. Byłem bliżej przejeżdżających motocykli i czułem tą prędkość. Musiałem się chwilę przyzwyczaić. Cieszę się, że mogłem spojrzeć na tor przez obiektyw także z tej perspektywy.
Nie miałem pojęcia, że drugi łuki rawickiego toru jest tak mocno nachylony. Z trybun tego nie widać. Za to zdjęcia z wewnątrz toru już pokazuję tę perspektywę. Wrażenia ze spaceru po Stadionie im. Floriana Kapały postaram się opisać w osobnym artykule.






































































