Strona głównaFotorelacjaMemoriał Erwina Tragatscha w Svitavach

Memoriał Erwina Tragatscha w Svitavach

W tym roku w Svitavach zaplanowano aż trzy imprezy żużlowe, do tego turniej flat tracka oraz Mini Cup 125 ccm na nowopowstałym minitorze. Obiektem na Cihelni zajęli się ludzie z inicjatywą i widać spore postępy w stosunku do lat poprzednich. Ale po kolei.

Na stadionie byłem dużo szybciej, ponieważ wcześniej rozgrywano turniej miniżużlowy na nowym miniowalu. Widziałem przyjazd żużlowców, rozpakowywanie sprzętu i takie tam kwestie organizacyjne. Co ciekawe, nikt nie miał rozpiski, ponieważ czekano na pojawienie się zawodników i dopiero wówczas podzielono ich na pary i wydrukowano programy. W stawce było pięciu Czechów, Austriak oraz aż ośmiu Polaków.

W stosunku do ubiegłego roku zaszły trzy zmiany: powstał wspomniany minitor, zamontowana była klasyczna dmuchana banda (rok temu była jakaś miejscowa konstrukcja z płynem w środku) i nie można było wchodzić na punkt widokowy na wieżyczce. Przed zawodami obszedłem tor i wydaje mi się, że niespecjalnie różnił się od ubiegłorocznego. Uzupełniono chyba trochę materiał, ale – delikatnie mówiąc – nie był on w pełni jednolity.

Memoriał Erwina Tragatscha był jednocześnie turniejem o Puchar Burmistrza Svitav, a wszystko to było celebracją 40 rocznicy otwarcia stadionu. Zawody zorganizowano jako turniej par. Początek przewidziano na godz. 16:30, a wcześniej zaplanowana była próba toru. W międzyczasie żużlowcy ruszyli na obchód toru. Uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem naszych żużlowców ze śrubokrętami, bo tutejszy tor jest tak twardy, że prędzej pozginają te śrubokręty niż wbiją je na choćby pół centymetra.

Przed próbą toru odbyła się odprawa w parkingu. Próbne jazdy pokazały, że lekko nie będzie. Niektórzy żużlowcy mieli problem z pokonywaniem łuków. Na pierwszym łuku kurzyło się tak mocno, że przejazd jednego zawodnika powodował chmurę, przez którą absolutnie niczego nie było widać. Po treningu minęła jeszcze chwila i żużlowcy ustawili się w oczekiwaniu na wyjazd na próbę toru.

Prezentacja była bardzo przyjemna. Żużlowcy wyjechali pojedynczo na motocyklach, zrobili jedno pełne okrążenie, a następnie ustawili się na przeciwległej prostej, gdzie siedzieli kibice. Po słowie wstępnym burmistrza przedstawiono organizatorów oraz zawodników, po czym ci ostatni wskoczyli na swoje motocykle i wrócili do parkingu.

Oczekiwanie na pierwszy start. Poszli. Niestety, na drugim łuku drugiego okrążenia uślizg zaliczył Matěj Tůma. Wydawało się, że 17-latek jakoś opanuje sytuację, ale niestety wyleciał z motocykla i niebezpiecznie upadł. Wrócił o własnych siłach do parkingu, ale po chwili przechodził obok mnie trzymając się lewy obojczyk i było wiadomo, że nie pojedzie więcej w tym turnieju. W drugim wyścigu pewnie prowadziła para Mikołaj Krok – Kewin Nycz, ale na pierwszym łuku trzeciego okrążenia nie poradził sobie Alan Grupa, przez co miał spotkanie z dmuchaną bandą. Widać zdarzenie na poniższych zdjęciach. W powtórce na wejściu w ostatni łuku, przy próbie ataku na Jędrzeja Chmurę, motocykla nie opanował z kolei K. Nycz i upadł niebezpiecznie. Wyglądało to nieciekawie, bo interwencja lekarska trwała dość długo i wyciągane były nosze. Karetka nie opuściła na szczęście stadionu, a po zawodach widziałem, że Kewin czuje się dobrze. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, po upadku miał problem z kolanem.

Sytuacja wyglądała średnio ciekawie. Minęło 50 minut, mieliśmy za sobą dwa wyścigi i… trzech zawodników niezdolnych do jazdy. Trzeci wyścig z udziałem czwórki zawodników z Rybnik został ukończony na szczęście w jednej z próbie przez pełną stawkę. Przyszedł jednak bieg czwarty. Pierwsza próba: upadek w pierwszym łuku Petra Kvěcha. Druga próba: upadek w pierwszym łuku Petra Kvěcha oraz Jaroslava Vaníčka. Obie próby zakończone upadkami są na poniższym filmiku. Trzecia próba: awaria maszyny startowej. Czwarta próba: udało się!!!

Po 80 minutach mieliśmy za sobą cztery biegi. Z racji tego, że trzy z siedmiu par były zdekompletowane, zdarzały się wyścigi w trzy- lub nawet dwuosobowej stawce. Sytuacja jednak zaczęła się normować. Żużlowcy w dużych odstępach, ale dojeżdżali do mety.

Nadszedł wyścig 11. z udziałem dwóch czołowych par: Kacper Tkocz – Paweł Wyczyszczok kontra Adam Nejezchleba – Petr Kvěch. Wejście w pierwszy łuk było najciekawsze do tej pory. Kiedy wydawało się, że wszyscy zawodnicy dojadą do mety, na ostatnim łuku chyba zdekoncentrował się prowadzący Kacper Tkocz, a tor na Cihelni nie lubi takich sytuacji. Co się stało? Widać to na filmiku.

Po dwunastym biegu było równanie toru. Sytuacja wyglądała kiepsko. Turniej trwał już prawie 2,5 godziny, za nami było dopiero 12 wyścigów, a z zawodów wycofało się już 4 uczestników. Liczyłem się z tym, że po 14. biegu turniej zostanie zakończony. Nic z tych rzeczy. Jedziemy do końca.

W czasie jednej z przerw zaniosłem aparat do samochodu, żeby go nie dźwigać. Ciężko było o sensowne zdjęcia, kiedy żużlowcy jechali w ogromnych odstępach. Nie było widać dziur czy kolein na torze. Ci lepsi trzymali gaz i jechali do przody, ci mniej doświadczeni jechali, żeby dojechać.

I nagle pod koniec zawodów ten tor się zmienił. Na zewnętrznej części odsypała się nawierzchnia i można było tam nabierać prędkości. Próbował wykorzystać to Sebastian Kössler, atakując przez cały wyścig prowadzącego Jaroslava Vaníčka. Nie udało się, ale to był ciekawy bieg. W ostatnim wyścigu pod taśmą stanęli niepokonany Mikołaj Krok oraz Paweł Wyczyszczok. Gorzowianin ponownie prowadził, rywal jechał za nim jak cień. Rozpoczęli ostatnie okrążenia. Rybniczanin na prostej startował znakomicie pojechał nie tracąc prędkości i na pierwszym łuku ostatniego okrążenia pięknym, odważnym i atakiem po zewnętrznej wyprzedził rywala. Akcja palce lizać. Warto było poczekać na taką mijankę.

W sumie zawody trwały ponad 3,5 godziny, ale odjechano wszystkie 21 biegów. Potem była dekoracja, wystrzeliły szampany bezalkoholowe i… można było wracać do domu. Sam się zaskoczyłem, bo trzy ostatnie wyścigi i skuteczny atak na ostatnim okrążeniu całych zawodów sprawił, że… zmieniłem zdanie na temat turnieju. Co prawda późno wróciłem do domu (po północy), ale generalnie zawody się udały.

Warto dodać, że organizatorzy przygotowali bardzo ciekawe koszulki z logo klubu oraz jubileuszowe na 40-lecie obiektu, ale niestety nie miałem przy sobie tyle koron. Była też wystawa starych motocykli (m.in. ESO oraz JAP-a) oraz dragsterów.

Życzę powodzenia ludziom ratującym ten klimatyczny obiekt.

POWIĄZANE ARTYKUŁY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Informacje

IM Niemiec: 3. runda

W rozgrywanym 3 lipca w Güstrow 3. finale IM Niemiec zwyciężył Valentin Grobauer przez Tylerem Hauptem oraz Kaiem Huckenbeckiem. Cieszę się bardzo, że w tak...

2. runda Indywidualnych Mistrzostw Ukrainy

7 czerwca o godz. 15:00 (czasu lokalnego) na torze w Równem rozpocznie się 2. runda Indywidualnych Mistrzostw Ukrainy. Zapowiedziany jest udział zawodników z innych krajów. W...

Bartosz Tymoszuk z dziką kartą

Wielka sprawa dla polskiego Flat Tracku. Bartosz Tymoszuk został wyróżniony przez organizatorów cyklu FIM Flat Track World Championship dziką kartą na zawody, które zostaną...

Weekend Pięćdziesiątnicy w Niemczech

W przyszłą niedzielę (24 maja) przypada święto Pięćdziesiątnicy, czyli 50 dzień po Wielkanocy. W Polsce mamy Zesłanie Ducha Św. lub ludowe Zielone Świątki. W...