Strona głównaMoim zdaniemKSM: szansa czy przeszkoda?

KSM: szansa czy przeszkoda?

Polski żużel zdecydowanie różni się od zagranicznego. Chociaż u nas też jeździ się w lewo, są takie same kolory kasków, taśma idzie podobnie w górę, to otoczka jest zupełnie inna. Najważniejsza jest liga, reszta jest daleko z tyłu. Może jeszcze SGP nieźle się u nas odnajduje. To nie jest jedyna różnica.

Chciałbym podjąć temat Kalkulowanej Średniej Meczowej (KSM), który co jakiś czas wraca, choć wydaje się, że nasze szeroko pojęte środowisko żużlowe nie jest gotowe na jego wprowadzenie i nie chce jego wprowadzenia. Na razie polski żużel jest finansowo zdecydowanie ponad resztą, ale nie jest nigdzie powiedziane, że taka sytuacja będzie trwała wiecznie.

Będąc jeszcze kibicem ligowym pamiętam KSM jako idiotyczne, sztuczne i odgórne ograniczenie potencjału mojej drużyny. Liczyły się przecież wyniki, a kosztami kibice niewiele się przejmowali. Dziś jestem trochę starszy, patrzę inaczej na speedway i chciałbym spróbować zrozumieć sens wprowadzania KSM na podstawie działania innych lig. Spora część tekstu będzie wyłącznie moją interpretacją, co nie musi z góry przekreślać sensowności. Tekst chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu, bo chciałbym zmierzyć się z tematem, wychodząc poza ograniczenia polskich lig.

Na początku warto przypomnieć, że KSM obowiązywał w Polsce w dwóch krótkich okresach:

  1. 1999–2002
  2. 2011–2013

W założeniu KSM miała ograniczać możliwość budowania dream-teamów przez najbogatsze kluby, wyrównać potencjał sportowy poszczególnych drużyn i zwiększyć ogólną atrakcyjność rozgrywek. Każdy żużlowiec miał przypisaną indywidualną wartość KSM (średnia biegopunktowa z poprzedniego sezonu pomnożona przez 4), a suma KSM zawodników w składzie meczowym nie mogła przekroczyć odgórnie założonego limitu. Minimalna KSM wynosiła 2.500 (przyznawano je odgórnie nowym juniorom), a maksymalna oczywiście 12. Senior, który nie miał średniej w Polsce otrzymywał KSM 6,500, chyba że był uczestnikiem cyklu SGP – wówczas 9,500. W przypadku, gdy zawodnik zmieniał ligę po sezonie, jego KSM dzieliło się lub mnożyło bodajże przez 1,3.

Po sezonie 2013 zrezygnowano w Polsce z ograniczenia KSM, ponieważ nie przynosiło ono oczekiwanego wyrównania poziomu rozgrywek, a zamiast tego ograniczało swobodę budowania składów. Od tamtej pory niby kwestia powrotu KSM co jakiś czas wraca w mediach, ale chyba nie ma realnych działań w kierunku jego przywrócenia.

Trudno uciec przed pytaniem: skoro rozwiązanie jest nieżyciowe, to dlaczego od wielu lat jest stosowane w ligach brytyjskich, w Danii i Szwecji? U nas można usłyszeć odpowiedź, że tych krajach żużel ledwo zipie, ale to nie jest chyba cała prawda. Tam oczywiście żużel jest nieporównywalnie słabszy niż w Polsce, ale jednocześnie warto zauważyć, że wciąż startuje tam sporo zawodników ze światowej czołówki, a pieniądze niekoniecznie są dla nich głównym argumentem. Być może KSM nie musi ograniczać?

Może niebyt systematycznie, ale jednak staram się poszerzać moją wiedzę historyczną, także tę dotyczącą żużla. Stosunkowo niedawno trafiłem na informację, że CMA (Calculated Match Average) na Wyspach był stosowany już w latach 50-tych, jako możliwość ujednolicenia wartości zawodników, mających różną liczbę startów. Warto dodać, że w pierwszej połowie lat 60-tych działały tam dwie konkurencyjne ligi, przy czym tylko w jednej z nich odbywały się oficjalne rozgrywki. Po zamknięciu klubu Norwich Stars (teren ze stadionem został sprzedany deweloperowi) w oficjalnej lidze pozostało zaledwie sześć drużyn, co groziło zamknięciem rozgrywek. Ostatecznie doszło jednak do porozumienia i połączenia obu lig, dzięki czemu od 1965 roku rozpoczęła się złota era speedwaya na Wyspach, a jednym z elementów budujących ówczesną atrakcyjność rozgrywek był właśnie odpowiednik dzisiejszego KSM. Czyli jednak to, co u nas traktowane jest jako ograniczenie, gdzieś indziej może dawać jakieś pozytywne efekty.

Pojawia się więc kolejne pytanie: dlaczego to rozwiązanie kompletnie nie sprawdziło się w Polsce?

Wydaje mi się, że na to pytanie nie da się znaleźć dobrej odpowiedzi, żyjąc wyłącznie w systemie polskiego żużla, choć dotyczy ono właśnie polskiego żużla. Przejechałem grube tysiące kilometrów, żeby zauważyć coś, co wie każdy ligowy kibic speedwaya w kraju nad Wisłą: żużel w Polsce jest zupełnie czymś innym, niż żużel poza naszym krajem. Dla mnie pojawiają się jednak kolejne pytania: która wersja speedwaya jest „prawdziwsza” i skąd ta różnica w ogóle się bierze? Tutaj odpowiedzi już wcale nie muszą być takie oczywiste.

Tak jak zwyczajny człowiek chodzi do pracy, zarabia pieniądze, żeby móc potem realizować swoje pasje (jeśli je ma), tak żużlowcy przyjeżdżają do pracy w Polsce, gdzie przede wszystkim zarabiają pieniądze. I tak jak u zwyczajnych ludzi bywa – jedni swoją pracę lubią bardziej, inni mniej, a są też tacy, którzy ją kochają, albo nienawidzą, tak samo jest z podejściem żużlowców do jazdy w naszej lidze. Nie mogą jednak pozwolić sobie na odpuszczenie jej, bo nie mogliby w innych miejscach realizować swoich sportowych ambicji. I to jest wg mnie najbardziej podstawowa różnica, z której wynika mnóstwo innych.

Mam wrażenie, że ligi zagraniczne działają aktualnie na zasadzie: jest pewien zbiór żużlowców, z których każdy ma swój przypisany KSM. Dzielimy ich na drużyny w ten sposób, żeby można było utworzyć ligę złożoną z zespołów o w miarę podobnym potencjale. Ci lepsi zawodnicy oczywiście mogą sobie wybrać drużynę (z reguły tą najbardziej wiarygodną finansowo), a ci słabsi pójdą tam, gdzie dostaną propozycję. Ważne, żeby zawodnicy mogli w ostatecznym rozrachunku zwyczajnie się pościgać w pełnych rozgrywkach. Zwycięstwo w całych rozgrywkach oczywiście cieszy, ale na obecnym etapie niewielu zagranicznych działaczy będzie proponowało warunki finansowe powyżej swoich możliwości. Dopóki całość będzie się spinała w jakiś sensowny budżet, to klub będzie istniał. Jeśli sytuacja się pogorszy, to zejdzie do niższych rozgrywek, albo wycofa się z jazdy. Proszę zauważyć, że wszystkim chodzi o to, żeby poziom rozgrywek był wyrównany, żeby mecze były ciekawe, żeby była dobra zabawa. W takich warunkach KSM naprawdę ma sens.

Jak wygląda to u nas?

W Polsce głownie chodzi o to, żeby wygrać rozgrywki (ci bogatsi i dobrze zarządzani), albo żeby wejść do czwórki (mniej bogaci, ale nieźle zarządzani), albo żeby nie spaść (biedniejsi, źle zarządzani, albo pechowcy). Wypadnięcie z ligi powoduje brak dostępu do pieniędzy z zewnątrz, a przecież na wszystkie kluby są przeznaczane pieniądze z kas miejskich i również stamtąd pochodzą środki na utrzymanie obiektów, które mają spełniać coraz bardziej wyśrubowane wymagania Ekstraligi. Skoro w grę wchodzi samorząd, to jest i polityka, a za polityką idzie biznes. W końcu jeśli ludzie wybiorą odpowiednich polityków, to… Nie będę rozwijał tego tematu, bo on już nie dotyczy sportu. Najważniejsze dla mnie w tym artykule jest zdefiniowanie pewnego warunku: w Polsce żużlowcy mają wygrywać, bo za ich sukcesem idzie sukces ludzi polityki i biznesu. Tu nie ma miejsca na zabawę, ani przyjemność. Tu trzeba wygrywać, a kluby robią wszystko, żeby móc odtrąbić sukces.

Tutaj zwyczajnie nie ma także miejsca na stosowanie KSM, a jeśliby został on jednak wprowadzony, to będzie traktowany jako ograniczenie. Tutaj ciśnienie idzie od klubów, a dokładniej od kibiców, którzy mają swoje wymagania. Co kibice dają w zamian? Zainteresowanie samorządów, potencjalne głosy w wyborach i takie tam inne kwestie, o których mało kto wspomina.

U nas żużel nadal jeszcze nie jest zwyczajnym, prowincjonalnym sportem, jakim jest poza naszym krajem. To się powoli zmienia, aczkolwiek Ekstraliga wciąż jeszcze próbuje zachować stary porządek, gasząc pożary niewypłacalności benzyną coraz większych pieniędzy z telewizji. Proszę jednak zauważyć, że samym zawodnikom jest tak naprawdę obojętne, jakie kluby im płacą, byleby kasa na koncie się zgadzała, bo to jest cel startów w Polsce. Ci lepsi zaklepują sobie dobre stawki w wypłacalnych klubach, ci mniej rozchwytywani, ale z nazwiskiem, negocjują wysokie kontrakty w słabszych finansowo klubach, bo wiedzą, że na pieniądze będą musieli poczekać.

Gdzie jest klucz do zrozumienia różnicy pomiędzy speedwayem i speedwayem w Polsce? W głowach naszych kibiców. Gdzie są narzędzia do tego, żeby zrozumienia nie było? W rękach działaczy Ekstraligi, wspomaganych przez media, które mają utrzymywać tychże kibiców w bańce
informacyjnej.

W Polsce KSM nie sprawdził się także dlatego, że pogoń za wynikiem powodowała przepłacanie średniej klasy żużlowców, którzy co prawda niewiele wnosili do jazdy, ale za to ich KSM pasował do drużyny, a kibicom można było ich przedstawić ich jako żużlowców z potencjałem wyższym niż ten współczynnik. Całość była więc droższa, a rozgrywki niekoniecznie okazywały się ciekawsze. Osiągnięty efekt był więc kompletnie inny od tego, co znamy z zagranicznego speedwaya.

Z jednej strony, jako kibic żużla, jestem zażenowany poziomem tzw. informacji, plotek, domysłów, tworzenia alternatywnego świata, który funkcjonuje w polskim speedwayu, w celu podtrzymania zainteresowania kibiców. Z drugiej strony jako obserwator patrzę z zaciekawieniem na sposób przekazu, na manewrowanie przez ekstraligowych działaczy gdzieś pomiędzy wdrażaniem coraz większego zakresu obowiązków, które kluby muszą spełnić, żeby wszystko pięknie wyglądało na ekranie, a zmuszeniem działaczy klubowych do zmiany sposobu myślenia w ten sposób, żeby jednocześnie podtrzymywać u nich pęd do zwiększania klubowych budżetów. To jest swego rodzaju majstersztyk. Problem w tym, że cały system kosztuje coraz więcej i ciągnie w dół speedway jako dyscyplinę.

Wydaje się, że kiedyś ten balon w końcu powinien pęknąć…

Poprzedni artykuł
POWIĄZANE ARTYKUŁY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Informacje

Zawody w Chabarovicach dopiero za rok

13 czerwca w Chabarovicach miała odbyć się 4. runda Indywidualnego Pucharu Czech. Organizatorzy przygotowali się do swojego lokalnego żużlowego święta, ale wszystkie plany popsuła...

Odwołane GP w Marmande

Dzisiejszy turniej w FIM Long Track Grand Prix na trójkątnym, trawiastym torze w Marmande został odwołany ze względu na upały i wprowadzenie przez rząd...

Aktualizacja terminarza

Przerwa w rozgrywkach polskich lig daje szansę innym rozrywkom na nadrobienie zaległości. A tych zrobiło się całkiem sporo przede wszystkim w Wielkiej Brytanii. Tylko...

IM Niemiec: 3. runda

W rozgrywanym 3 lipca w Güstrow 3. finale IM Niemiec zwyciężył Valentin Grobauer przez Tylerem Hauptem oraz Kaiem Huckenbeckiem. Cieszę się bardzo, że w tak...