Kilka dni temu wrzuciłem na moim profilu FB tekst dotyczący Falubazu. Podczas pobytu na wakacjach przeczytałem, że znów dzieją się jakieś cyrki wokół klubu mającego siedzibę w Zielonej Górze.
Zajrzałem do żużlowych mediów, a tam Panie znów głośno o Falubazie. Niby Grzegorz Walasek zrezygnował, jednak klub wydał oświadczenie, że nie ma rezygnacji, ale drużynę w niedzielę poprowadzi eksperymentalnie ktoś inny. A potem sam pan Grzegorz poinformował, że jednak złożył rezygnację, a tak poza tym, to dzwonił do niego były (!!!) prezes i poinformował telefonicznie, że niektórzy zawodnicy nie chcą z nim współpracować. Z kim zatem zawodnicy mają podpisane kontrakty? Z klubem czy może niekoniecznie?
A kibice piszą, że nie podobają im się najemnicy, że klub to oni, a nie tacy, co to raz jeżdżą tu, a potem okazuje się, że znów tu. A tak w ogóle, to gość, który jest (był) kapitanem, to już chyba nie jest lubiany, choć w ciągu kilku ostatnich lat zostawił tutaj kawał serducha na torze. Bo kibice niby byli tu zawsze, a żużlowcy tylko, jak im pasuje, ale w rzeczywistości liczy się to co teraz, a nie to co było.. Chociaż pewnie Przemek Pawlicki był związany z Falubazem dłużej niż spora część kibiców, co to zakłada parę razy w roku zieloną koszulkę i na tym ich związek z Falubazem się kończy.
Kiedy patrzę na to wszystko, to moje podsumowanie jest takie: coraz ewidentniejsze jest dla mnie, że kontrakty w dawniej zielonogórskim klubie nie zostały podpisane po to, żeby osiągnąć sukces sportowy. Chodziło o to, żeby było spektakularnie i na tyle drogo, żeby zmusić władze miasta do rozmów na różne tematy, co to by się…
Cóż można więcej napisać? Życzę powodzenia kibicom Falubazu, którzy uważają, że ich zdanie jest ważne w całym tym sporze. Wygląda na to, że dla władz miasta klub przedstawia coraz mniejszą wartość polityczną (wyborczą), a zawodnicy przyjeżdżają tutaj do pracy i chyba to skakanie pod trybuną K należy do ich obowiązków.
Gdzie w tym żółto-biało-zielone-barwy? Gdzie zielonogórskość tego klubu? Tam, gdzie zagląda w porywach 1% kibiców, czyli w pracy ze szkółką, czyli podczas imprez młodzieżowych.
Przez ostatnie 3 tygodnie nie zamieszczałem żadnych postów i było mi z tym zaskakująco dobrze. Teraz wylałem swoje żale i mogę zrobić sobie dłuższą przerwę.
Co prawda wrzuciłem jeszcze na FB trzy zdjęcia z ostatniego weekendu, ale rzeczywiście jakoś straciłem radość z zamieszczania informacji na tym moim kanale. Nie to jest jednak najważniejsze.
Wczorajszy mecz Falubazu pokazał, że niewiele zmieniło się pomimo działań podjętych wobec tzw. sztabu menadżerskiego. W zasadzie nie zmieniło się nic. Zawodnicy są nadal tak samo nieprzygotowani do jazdy na własnym torze, a całość tłumaczy były prezes. Poprawka – jedna zmiana była. I to dosłownie. Zmieniony został Przemysław Pawlicki w 8. wyścigu. Z drugiej strony dzięki zamieszaniu Grzegorz Walasek mógł spokojnie pracować z wychowankami na zawodach miniżużlowych w Wawrowie.
Tak naprawdę chciałbym jednak wrócić do tego mojego posta. To co dzieje się w klubie ekstraligowym, mającym siedzibę w Zielonej Górze, jest zbyt absurdalne, żeby było przypadkowe. Generalnie sytuacja na chwilę obecną jest taka, że do momentu walki o spokojnie utrzymanie można przegrać wszystkie mecze i gorzej niż teraz nie będzie. Kibice coś tam pobiadolą, ale przynajmniej czują się jedynymi sprawiedliwymi, choć tak naprawdę nikt w klubie nie liczy się z nimi, bo nie spełniają swojej najważniejszej roli, czyli nie wpływają na władze miejskie. A wpływać nie mogą, bo w większości są spoza Zielonej Góry. Problem z kibicami polega na tym, że uwierzyli, że naprawdę coś znaczą jako masa.
Były prezydent Zielonej Góry jest zaskakująco aktywny w mediach społecznościowych, próbując zdobyć poparcie na tym poziomie, rzucając ogólnikami i zupełnie nie rozumiejąc, że to jego działania w dużej mierze doprowadziły do obecnej sytuacji klubu. I znajduje tam poparcie, ale jest to poparcie ludzi, których przerasta ogarnięcie tematu z perspektywy kilku lat wstecz, a dzisiejsze porażki są wyłącznie wynikiem działań w ciągu ostatnich 10 miesięcy. To poparcie absolutnie shitowe, a były prezydent ZG zdaje się nie rozumieć, że doprowadził do sytuacji, gdy mieszkańcy miasta przestali interesować się czarnym sportem, a on zarżnął wyborczą kurę znoszącą złote jajka.
Jest obecny prezydent, grający swoją grę, w której musi walczyć z – tak to widzę – beneficjentami poprzedniego układu polityczno-biznesowego. Poprzedni układ stara się wmówić, że wszystko było dobrze, dopóki układ działał, jednak weryfikacja polityczna ewidentnie pokazuje coś innego.
Mamy więc grę obecnego prezydenta, ludzi byłego sponsora i zawodników. Każdy chce zarobić. A to wszystko obserwują z boku były prezydent i kibice, którzy niewiele mają do powiedzenia, ale nawzajem się upewniają, że są ważnymi elementami.
Dla mnie największym absurdem poprzedniego układu było podpisywanie kontraktów, które notorycznie kończyło się koniecznością wspomagania klubu przez największego sponsora, który… miał prawdopodobnie największy wpływ na wysokość podpisanych kontraktów. To trwało zbyt długo, żeby było przypadkiem. Mocarstwowe cele, wysokie kontrakty, brak wyniku, konieczność dofinansowania. I tak w kółko. Trudno mi uwierzyć, że było to przypadkowe. Tutaj uczestniczyli zbyt poważni ludzie, żeby mogło dochodzić do tak wielkich pomyłek. Wiem, że to kolejna moja teoria spiskowa, ale patrząc na to wszystko z zewnątrz mam wrażenie, że efekty wcale nie były takie zaskakujące.
Co będzie dalej? Nie wiem. Powoli rezygnować będą pewnie ludzie, którzy będą mieli dość robienia za marionetki w sporze, który ich nie dotyczy.

