Indywidualne Mistrzostwa Czech były najważniejszą imprezą na svitavskim owalu od bardzo wielu lat. Samo przyznanie wschodniomorawskiemu ośrodkowi tak ważnych zawodów jest docenieniem działań, jakie od pewnego czasu są prowadzone na tym torze. A jak to wszystko wyszło organizatorom?
Byłem tutaj dwukrotnie wcześniej na zawodach i zawsze był sam, kupując bilet. Tym razem musiałem poczekać 20 minut na kupienie wejściówki, a za mną była jeszcze spora grupa ludzi w kolejce. To moje doświadczenie dowodzi, jak bardzo dopisali kibice, oczywiście biorąc pod uwagę tutejsze warunki. Na miejscu byłem jakieś pół godziny przed rozpoczęciem, ale nie zdążyłem na prezentację.
Pierwszy wyścig ruszył zgodnie z planem. Stałem wtedy w kolejce po koszulkę, która była jednocześnie kolejką po piwo i inne napoje. Chciałem mieć załatwione formalności, żeby później skupić się już na oglądaniu zawodów. Pierwszą serię dooglądałem z okolic parkingu, a potem już siedziałem w jednym, prowadząc bardzo ciekawe rozmowy 🙂 Fajnie jest być na żużlu i móc spokojnie porozmawiać o speedwayu z ludźmi, którzy również się tym sportem pasjonują.
Podobnie jak w ub. roku indywidualne mistrzostwa Czech zorganizowano jako jednodniowy turniej. Wcześniej były to cykle dwóch lub trzech zawodów. Faworytami byli oczywiście Jan Kvech, Vaclav Milik, Adam Bubba Bednar oraz Daniel Klima. Potem niewątpliwie groźny Adam Nejezchleba, Bruno Belan i cała grupa pasjonatów, jeżdżących dla czystej przyjemności.
Oglądanie można było podzielić na pojedynki faworytów oraz obserwowanie ludzi, którzy kochają ścigać się w lewo. Gdyby ktoś szukał wyłącznie mijanek, pewnie wyszedłby zawiedziony ze stadionu. Jeśli jednak
chciało się zobaczyć żużel w czystej postaci, do Svitavy w sobotę były idealnym miejscem.
Zdecydowanie najciekawszym pojedynkiem dnia była rywalizacja Adama Bubby Bednara oraz Jana Kvecha w 10. wyścigu. Utalentowany junior miał pierwsze pole startowe i wykorzystał je doskonale, Prowadził przez ponad 3,5 okrążenia, ale na wejściu w ostatni łuk popełnił jakiś błąd, co wykorzystał czający się z tyłu były uczestnik cyklu SGP. Być może ten najważniejszy moment był jednocześnie początkiem problemów Bubby, który po kolejnym swoim wyścigu dość długo schodził do parkingu, wyraźniej trzymając się za rękę. Mimo to wyjechał do 19. wyścigu dnia, ale siły wystarczyło mu już tylko na jedno okrążenie. Przy wejściu w pierwszy łuk drugiego okrążenia niestety zaliczył upadek i tak zakończyły się jego marzenia o medalu.
W zawodach zanotowano sporo upadków. Dwukrotnie wymieniano element dmuchanej bandy na pierwszym łuku i dwukrotnie był to efekt upadku Petra Kvecha. W 9. wyścigu na ostatnim okrążeniu upadek zaliczył prowadzący Jaroslav Petrak, ale szybko wstał i zdołał dowieźć jeszcze dwa punkty do mety. Jarda zresztą pobawił się w swoim ostatnim starcie, gdy na defektującym motocyklu wolno przejechał przeciwległą prostą ostatniego okrążenia, przyjmując świetną pochyloną sylwetkę z wyprostowanymi rękami. To są uroki tego typu zawodów.
Zawody trwały, tak jak się spodziewałem, około 3 godzin. Organizatorzy mogą być zadowoleni, choć na pewno trzeba włożyć sporo pracy w ten tor. Ja kupiłem koszulkę z logo klubu z niebieskim bykiem. Zresztą trzeba przyznać organizatorom pochwałę za to, że wszyscy uczestnicy startowali w jednakowych plastronach, co niekoniecznie jest regułą.







































