Dzisiaj zestawienie trochę dziwne, ale wg mnie pokazujące jak bardzo zmieniło się podejście żużlowców walczących w cyklu SGP do wyboru klubu w polskiej lidze.
Jeśli prześledzimy sobie powstanie Ekstraligi Żużlowej, a potem jej kolejne umowy z Canal+, to widać wyraźnie, że od 2019 r. Ekstraliga zaczęła wchodzić na zupełnie inny poziom. I mniej więcej w tym samym czasie zaczyna się pokazywać pewna zależność.
Zrobiłem zestawienie wyników cyklu SGP z lat 2010-2025. Prosta tabelka z miejscami 1-5 w każdym z sezonów. Potem przypisanie klubu da zawodnika i sprawdzenie miejsca danej drużyny w lidze. 2019 rok jest ostatnim sezonem, gdy pojawia się zawodnik z drużyny spoza pięciu najlepszych drużyn Ekstraligi. To był akurat Bartosz Zmarzlik i jego pierwszy indywidualny tytuł mistrza świata. Od 2024 roku jest zawężenie do 4 czołowych drużyn, a w ub. roku były to już nawet tylko dwie drużyny Ekstraligi – jedyny taki przypadek w moim zestawieniu.
Jeszcze w 2018 r. 5. miejsce w cyklu SGP zdobył Greg Hancock, startujący w niższej lidze. Wcześniej zdarzały się drużyny zajmujące niższe miejsca, a nawet spadkowicze. I nagle następuje błysk. Wszystko zaczyna się zawężać do coraz mniejszej grupy drużyn. Od 2020 r. następuje ograniczenie do zaledwie sześciu klubów, których żużlowcy zajmują miejsca 1-5 w cyklu SGP.
Swoją drogą w latach 2019-2025 miejsca 1-5 w cyklu SGP zajmowało tylko 12 żużlowców. Pewnie byłoby ich jeszcze mniej, gdyby nie wykluczenie Artioma Łaguty i Emila Sajfutdinowa. Wygląda więc na to, że ograniczenie działa w dwie strony.
Moja interpretacja. Ameryki nie odkrywam, bo zestawienie pokazuje, że przy coraz wyższych kontraktach w Ekstralidze, żużlowcy mający aspiracje do walki o medale wybierają przede wszystkim kluby przewidywalne finansowo. Jeśli wszystko w finansach się zgadza, zawodnik ma czystą głowę i przynajmniej o takie podstawy nie musi się martwić.
To jest ogromne przełożenie polskiej ligi na wyniki cyklu SGP, czyli wisienki na torcie, jeśli chodzi o cele najlepszych żużlowców. Ale dotyczy to zaledwie kilkunastu zawodników, więc nie przenosiłbym wpływu polskiej ligi na cały speedway.
Swoją drogą polska Ekstraliga niechcący pokazuje, czy Artiom Łaguta i Emil Sajfutdinow mieliby wpływ na wyniki mistrzostw świata. Mieliby i to prawdopodobnie znaczny wpływ.

