German Speedway Masters – 1. runda w Olching

Trochę niespodziewanie po miesiącu wróciłem do Bawarii. Celem tym razem była miejscowość Olching leżąca na północny zachód od Monachium (w linii prostej niespełna 20 km). Okazją był tym razem pierwszy tegoroczny turniej z nowego cyklu German Speedway Masters.

Oficjalnie pierwszy zawody pod nazwą GSM rozegrano w ubiegłym roku na najkrótszym europejskim owalu w Dohren. Ponieważ był to jedyny turniej, więc ciężko było wówczas mówić o cyklu. W tym roku zaplanowano trzy imprezy, więc mamy już pełnoprawny cykl. Poszczególne odsłony zaplanowano w Olching, Teterow (12 sierpnia) oraz ponownie w Dohren (15 października). Zasady są ciekawe, bowiem rozgrywane są normalne turnieje indywidualne, czyli dwadzieścia wyścigów, potem dwa półfinały i finał. Czołowa trójka jest nagradzana tak jak w każdym innym turnieju indywidualnym, ale sensem cyklu jest rywalizacja… drużynowa, bowiem szesnastu zawodników tak naprawdę reprezentuje osiem zespołów, a suma punktów reprezentantów poszczególnych drużyn składa się na wspólny dorobek. Mam nadzieję, że dobrze to wytłumaczyłem 🙂

Olching przywitało mnie deszczem, który przez kilka minut padał całkiem mocno. Potem jednak wyszło okrutnie palące słońce. Na miejscu byłem trochę ponad półtorej godziny przed rozpoczęciem zawodów. Na szczęście droga była spokojna, bez korków na autostradach. Chwilę odpocząłem, przebrałem się i pomaszerowałem na tutejszy stadion. Fronleichnam, czyli Boże Ciało jest dniem wolnym od pracy w Bawarii, dzięki czemu zawody można było zorganizować właśnie w tym terminie. Przed stadionem działało całkiem spore wesołe miasteczko, więc ciągnęły tam tłumy mieszkańców.

Stadion jest, że się tak wyrażę, w starym stylu. Oprócz efektownej wieżyczki mamy tu siedziska na tzw. trybunie głównej oraz wał ziemny w pozostałej części trybuny. Nad wyjazdem z parkingu znajduje się przejście, dzięki czemu można obejść tor dookoła. Sam owal jest długi, ale jednak inny niż w Neustadt/Donau czy Abensbergu czy Landshut. Choć długość toru wynosi aż 390 metrów, to proporcje pomiędzy prostymi i łukami są inaczej rozłożone niż w przypadku innych bawarskich owali, dzięki czemu zawodnicy znacznie większy dystans muszą pokonać ślizgiem kontrolowanym. Gołym okiem można stwierdzić, że proste są szersze niż standardowe. Jako ciekawostkę można dodać, że wewnątrz toru znajdują się bieżnia lekkoatletyczna, boisko do koszykówki, do siatkówki i piłki ręcznej.

Organizatorzy spisali się na medal, bowiem tor był bardzo dobrze przygotowany i spokojnie wytrzymał całe zawody. Można się czepiać sposobu polewania toru, który był tyleż spektakularny, co trudny do kontrolowania, wskutek czego zdarzało się, że część nawierzchni świeciła się od wody, a obok inna część była nietknięta wilgocią. Porozmawiałem chwilkę z Grzegorzem Zengotą i właśnie ten różny stopień polania toru był problemem dla zawodników. A porozmawiać mogłem dlatego, że kibice mieli wstęp do parkingu w trakcie zawodów. Dzięki temu mogłem zapytać Michaela Härtel jak się czuje, bo widziałem jego wypadek miesiąc wcześniej w Neustadt/Donau. Ucieszyłem się, że go zobaczyłem, bo ciężko było znaleźć informacje o wynikach rehabilitacji.

Turniej miał być sportowym piknikiem i był, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Kibice mogli zobaczyć trochę walki i spędzili całkiem fajnie czas na trybunach. Wyniki nie są tutaj najważniejsze, ale zdecydowanie najlepszy zawodnikiem był Andrzej Lebiediew, który z Olching udawał się na Grand Prix Challenge do słoweńskiego Krsko. Wspomniany Grzegorz Zengota początkowo niezbyt dobrze wychodził spod taśmy, ale jednak dostał się do półfinału, a potem do finału. Tam jednak od razu po starcie zanotował defekt i z tego co zrozumiałem prawdopodobnie powodem był łańcuch.

Jednym z celów cyklu GSM jest na pewno promocja żużla. W tym roku nie ma rozgrywek Bundesligi, zamiast których odbędzie się zaledwie jeden turniej szumnie nazwany finałem. Czas pandemii spowodował, że pewna część obiektów nie gościła żużla przez rok lub nawet dwa lata. Pojawiają się nowe twarze jak Norick Blödorn czy Lukas Baumann, ale w ostatnich latach kilku zawodników z różnych powodów zakończyło karierę. Po kilku próbach motocykl w tym roku musiał odstawić motocykl Martin Smolinski, będący ikoną żużla w Niemczech, kimś więcej niż tylko zawodnikiem. Martin świetni czuje się w roli komentatora i bardzo dobrze, że właśnie on dostał do ręki mikrofon, przeprowadzał wywiady po niemiecku i angielsku. Menadżerem drużyny z Dohren był Tobias Kroner, który przez wiele lat rywalizował z M. Smolinskim, jeździł w różnych ligach i szkoda, że już zakończył zawodniczą karierę. To bardzo ciekawy człowiek z tytułem naukowym, realizujący się aktualnie w pracy zawodowej.

Nie chcę porównywać, ale jakże inny jest klimat podczas takich zawodów. Tutaj nawet nie weryfikowano poprawności mojego wydrukowanego biletu, bo najwyraźniej założono, że skoro mam bilet, to go kupiłem. Nie sprawdzano mnie jak potencjalnego złodzieja i chuligana. Parking otwarty dla kibiców, możliwość podejrzenia z bliska pracy poszczególnych zespołów, możliwość wejścia na tor podczas dekoracji zwycięzców. To jest niewyobrażalne w naszym kraju. Tych różnic jest więcej. Wracając, kilka kilometrów po minięciu granicy minęło mnie audi na żarskich tablicach, pędzące zdecydowanie powyżej ograniczenia prędkości. Bliżej Zielonej Góry przyczepiło się za mną BMW, które i jechało przez kilkanaście kilometrów jakby czekając aż złamię jakiś przepis. I do tego benzyna, która potaniała w Niemczech w porównaniu z cenami sprzed miesiąca i jakoś tak wychodzi, że na polskiego paliwa samochód spala więcej niż niemieckiego. Jakby tak dobrze policzyć, to droższe paliwo w Niemczech wychodzi taniej. Cud?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *