Jaskółki odleciały, Falubaz czeka na baraże

26 sierpnia rozwiązana została kolejna ligowa zagadka – znamy spadkowicza z ekstraligi. Wszystko odbyło się w czystej sportowej walce, bo zainteresowane drużyny rozstrzygnęły kwestię między sobą. Tak więc „Jaskółki” odlatują do niższej klasy rozgrywkowej, a Falubaz będzie musiał udowodnić swoją wartość w starciu z drugą drużyną I ligi. Chyba, że Łotysze wejdą do finału…

Ostatnia ekstraligowa kolejka nie była jakoś specjalnie ciekawa. Gorzowianie i wrocławianie jakoś nie bardzo kwapili się do podjęcia walki na wyjazdach, skutkiem czego jedni i drudzy przegrali różnicą dwudziestu punktów. W Zielonej Górze emocje budował wynik, bo na torze jakichś niesamowitych szarż nie dane było kibicom zobaczyć. To znaczy było troszkę mijanek, ale bardziej w kategorii „jak na Zieloną Górę”. Można jednak spokojnie powiedzieć, że obie rywalizujące ekipy walczyły o utrzymanie.

Po dwóch początkowych wyścigach, gdy gospodarze odrobili straty z pierwszego spotkania, wydawało się, że Falubaz opanował sytuację. Tymczasem cztery biegi później tarnowianie prowadzili i mam wrażenie, że wynikało to przede wszystkim z gapiostwa, problemów czy też zdenerwowania zielonogórzan. Od początku uważałem zresztą, że to zielonogórzanie będą tu główną siłą sprawczą. Nie rozpatrywałem specjalnie tego czy „Jaskółki” mogą wygrać, tylko czy gospodarze wygrają lub przegrają ten pojedynek. I tak to trochę wyglądało. Do siódmego wyścigu Falubaz gubił się, dzięki czemu „Jaskółki” trzymały się dzielnie. Od trzeciej serii do boju ruszyli Michael Jepsen Jensen, Grzegorz Zengota i Jacob Thorssell, dzięki czemu przewaga zaczęła się powiększać. Nieudana gonitwa XII przywróciła emocje, ale końcówka była już piorunująca.

W studiu PGE Ekstraligi rozważano czy Paweł Baran popełnił błąd taktyczny w XIII wyścigu, przez co uniemożliwił sobie korzystanie z rezerw taktycznych. Być może, nie da się tego stwierdzić na pewno. Według mnie jednak nieważne czy w XIV wyścigu pojechaliby Jakub Jamróg z Peterem Kildemandem lub Patrykiem Rolnickim, czy też Nicki Pedersen z Kennethem Bjerre. Efekt byłby tak sam, bo wszyscy czterej zielonogórzanie jadący w biegach nominowanych po raz pierwszy w tym roku spasowali się do swojego toru. Jednocześnie.

Tak jak napisałem wyżej, tarnowianie nie decydowali o przebiegu meczu. Mogli co najwyżej wykorzystać pogubienie gospodarzy, co kilkakrotnie im się udawało. Trochę szkoda, że polscy menadżerowie boją się zaryzykować i dać szansę polskim juniorom zaistnieć w wielkim speedwayu. W XII biegu Patryk Rolnicki przywiózł wraz Nickim Pedersenem podwójne zwycięstwo, ale szansę jazdy w wyścigu nominowanym otrzymał bezbarwny Peter Kildemand, choć Duńczyk dwa swoje poprzednie wyścigi kończył na ostatnim miejscu. To niestety niepierwszy tegoroczny przypadek, gdy nazwisko dostaje kolejną szansę i nazwisko kolejny raz zawodzi. Zgodnie z tym, co napisałem wyżej, nie bardzo wierzę w to, że wstawienie P. Rolnickiego zmieniłoby cokolwiek w przebiegu tej gonitwy, ale jednak chciałoby częściej oglądać polskich juniorów w akcji, w decydujących wyścigach.

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na postawę Damiana Pawliczaka. Tan 19-letni wychowanek Falubazu świetnie wywiązał się ze swoich zadań, czyli dwukrotnie przywiózł punkty na juniorze rywali. Bardzo dobrze pojechał także w Grudziądzu, gdzie również pokonał rywala (w pierwszej odsłonie XII biegu wiózł pewny punkt, ale gonitwa został przerwana po upadku Przemysława Pawlickiego). W Częstochowie w biegu młodzieżowym także wygrał z rywalem. To jest o tyle ważne, że ten chłopak wskoczył do składu z konieczności, a wcześniej przez niemal cztery lata klub robił naprawdę sporo, żeby zniechęcić go do uprawiania żużla. Jeśli Falubaz nic nie pokombinuje z formacją młodzieżową, to Damian w przyszłym roku powinien być podstawowy juniorem. I bardzo fajnie, że miał okazję pościgać się i poczuć atmosferę ekstraligi już teraz, bo to zaprocentuje w przyszłości.

Na trybunach zasiadło bardzo dużo ludzi, co niewątpliwie jest skutkiem obniżenia cen biletów. Powód jest może mniej ważny. Ważniejsze, że ruch ze strony klubu okazał się skuteczny. Ceny mogły być obniżone wyłącznie ze względu na wysokie ceny wejściówek na poprzednie mecze. Suma cen dotychczasowych biletów na sektory zwykłe (pierwszy i długi łuk) wynosiła 245 zł, a na sektory A1 i A2 – 305 zł. Bilety na mecz z Tarnowem kosztowały odpowiednio 25 i 35 zł, co oznacza, że całkowita suma cen biletów wyniosła 270 zł (sektory zwykłe) oraz 340 zł (sektory A1 i A2). Ceny karnetów wynosiły odpowiednio 250 i 330 zł. Klub gwarantował, że suma cen biletów będzie co najmniej 15 zł wyższa niż cena karnetu, tymczasem w przypadku sektorów A1 i A2 różnica ta wynosi tylko 1o zł. To niby nic, ale…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *