Wyjechałem przed czasem z Fladbro, żeby zdążyć do Herning. Tutaj od rana odbywały się zawody w klasie 85cc, czyli mówiąc po polsku – jeździli miniżużlowcy. Jak to w Danii bywa, podstawą jest tempomat zgodny z ograniczeniem prędkości i… spokój. Czas schodzi na drugi plan.
Jechałem spokojnie, aż w w końcu dotarłem polno-kamienistą drogą do tutejszego ośrodka sportów motorowych. Po wyjściu z samochodu usłyszałem hałas, który w niczym nie przypominał dźwięków żużlowych, ale po podejściu do dużego toru przekonałem się, że jestem na miejscu.
Żużlowe Herning odwiedziłem dwa lata temu, ale skupiłem się wtedy na starym torze miniżużlowym, który w międzyczasie przestał istnieć. Nie zrobiłem wtedy dobrego rozeznania i nie poszedłem kilkanaście metrów dalej. Teraz nadrobiłem zaległości. Dawny tor miniżużlowy przestał istnieć, bo wewnątrz dużego toru utworzono nowy owal dla najmłodszych żużlowców. Teraz mogłem na spokojnie wszystko obejrzeć.
Duży tor po bodajże 7 latach wrócił do życia w ubiegłym roku przy okazji półfinału mistrzostw Danii U21. Łatwo jednak nie było, a ni widać na horyzoncie próby kontynuacji zmagań na dużym owalu. Dmuchane bandy czekają jednak na wypełnienie powietrzem, więc przynajmniej teoretycznie wszystko jest gotowe. Jak na duńskie warunki tor jest dość długi, czyli szybki. Jednocześnie widać, że przy wejściu w łuk jedzie się nieco z górki, żeby przy wyjściu z łuku wspinać się pod górę. Nie jest to coś oczywistego.
Wewnątrz powstał tor dla najmłodszych żużlowców. Nawierzchnia ma inny kolor, ale największą różnicą jest brak band. Nie śledziłem zawodów do końca. Zrobiłem trochę zdjęć i wróciłem na nocleg, bo zwyczajnie byłem zmęczony, a czeka mnie jeszcze droga powrotna.
Poziom był zróżnicowany – od naprawdę świetnie jadących zawodników, do uczestniczących w wyścigach. Jeśli jednak 5-6 chłopaków dotrwa do dorosłego speedwaya, to będzie wielka sprawa. Tego im życzę.







































