Strona głównaMoim zdaniemZnajdź 5 różnic...

Znajdź 5 różnic…

Między 21 czerwca a 4 lipca, czyli w ciągu 14 dni, obejrzałem 6 imprez żużlowych z kompletnie różnych bajek. Od meczu PGE Ekstraligi w Zielonej Górze (Falubaz – Sparta), poprzez pojedynek Speedway Lngaen w Grindsted (GSk Liga – Slangerup), szwedzką Allsvenskan (Örnarna Mariestad – Solkatterna Karlstad), szwedzkie zawody Division 1 w Nässjö i Malmo, aż po jubileuszowy turniej par w Svitavach. Moje wrażenia?

Ekstraliga w Zielonej Górze. Profesjonalizm, kibice ubrani w klubowe koszulki, szaliki, doping środkowego sektora na trybunie K, oprawa, dziewczyny podprowadzające. Wszystko o z góry zaplanowanej godzinie i w przewidzianym czasie: obchód toru, próba toru, prezentacja, wyścigi. Siedzę na swoim miejscu, które muszę wskazać. Piękna sprawa, ale jakieś to wszystko było sztuczne. Poza tym, co musi dobrze wyglądać w telewizji jest niestety traktowanie mnie jak potencjalnego chuligana przy wejściu na stadion, jestem monitorowany, bo gdyby klub uznał mnie za winnego, musiałbym pokryć koszty kar i utraconych zysków. Zgodnie z regulaminem bilet muszę mieć cały czas przy sobie, bo mogę być skontrolowany. Jednocześnie wysokie ceny wejściówek, drogie programy. Ludzie jednakowo ubrani, jakby ktoś im kazał zakładać te zielone koszulki, albo jakby nie wiedzieli, że można inaczej. Najgorsze dla mnie było to, że wyszedłem ze stadionu z przekonaniem, że gościom nie do końca zależało na zwycięstwie. Kibice jednak szczęśliwi, bo mecz wygrali juniorzy (tak mówili i pisali), a mnie jakoś nie przekonywało to zwycięstwo, gdy ludzie z milionowymi kontraktami mają po 6 punktów i nawet w ostatnim biegu nie jadą. Kolejny mecz pokazał jak wielka jest motywacja tych „zielonogórzan”, a jak „słabi” są wrocławianie. Miałem odczucie, jakbym uczestniczył w jakimś przedstawieniu, w którym wiele rzeczy jest wyreżyserowanych, kibice są odgrodzeni od aktorów, a publika dzieli się na mogących więcej i pikników.

Jadę do Danii. Tutaj również nie mogę wejść do parkingu, ale po zawodach żużlowcy są wśród kibiców, robią zdjęcia, rozmawiają. Nikt nie kontroluje mnie przy wejściu. Pokazuję bilet i spokojnie wchodzę z aparatem i dodatkowym obiektywem. Na torze mijanek nie było zbyt wiele, ale przynajmniej wiedziałem, że wygrali lepsi. Mogę chodzić po całym stadionie, usiąść na ławce, na trawie, wejść na wał. Programem jest zwyczajna kartka. Najciekawsze jest to, że… większość zawodników jeździ w polskich ligach, gdzie kibice stadionowi traktowani są jak zło konieczne. Nie ma dziewczyn podprowadzających i – o dziwo – zawodnicy wiedzą, gdzie mają się ustawić.

Jadę do Mariestadu. Płacę za bilet, którego nawet nie dostaję. Wchodzę do parkingu, wychodzę z zawodnikami na obchód toru, robię zdjęcia. Na torze sporo walki, nawierzchnia niełatwa. Park maszyn przez całe zawody jest otwarty, ale kibice mogą mieć zawodników ma wyciągnięcie ręki stojąc za niebyt wysokim płotem. Jest minus – nie ma piwa. Kibice siedzą na trawie, na kocach albo przyniesionych przez siebie krzesełkach. Parę osób ma jakieś gadżety z logo klubu, ale każdy jest ubrany tak, jak mu jest najwygodniej. Sędzia szybko podejmuje decyzje, choć nie ma obrazu z kilku kamer. Tutaj także nie trzeba dziewczyn z kolorami kasków.

Jadę do Nässjö. Płacę za bilet, którego znów nie dostaję. Zawodników i mechaników jest zdecydowanie więcej niż kibiców. Impreza organizowana dla ludzi, którzy chcą jeździć. Robię obchód toru, wchodzę do parkingu, rozmawiam. Idę na trawiasty wał, siadam na trawie. Odpoczywam. Nikomu nie trzeba chyba mówić, że sędzia nie ma podglądu z kamer, nie zwraca uwagi na mikroruchy, żużlowcy wiedzą, gdzie mają się ustawiać.

Jadę do Malmo. Wchodzę bez biletu i dopiero po jakimś czasie dowiaduję się, że są wejściówki. Idę kupić bilet, bo chcę być uczciwy wobec organizatorów. Wchodzę do parkingu, rozmawiam, idę na obchód toru, robię zdjęcia. Programem jest darmowa kartka papieru. Warunki na torze są trudne po deszczu, ale żużlowcy dzielnie jadą. Nie ma telewizji, nie ma więc wszystkich niepotrzebnych rzeczy, które mają atrakcyjnie w telewizji wyglądać.

Jadę do Svitav. Tu także wchodzę na tor, robię zdjęcia, wchodzę do parkingu, mogę porozmawiać z ekipami zawodników, choć większość uczestników, to Polacy, pewnie przyzwyczajeni do zupełnie innych standardów. Żużlowcy z Rybnika wychodzą przed zawodami na trawę i rzucają frisbee. Jest oficjalna prezentacja. Zawody trwają długo, chyba wszyscy są zmęczeni, ale na podium są uśmiechy. Wchodzę na tor, robię zdjęcia podium.

Delikatnie powiem, że zauważyłem kilka różnic pomiędzy polskim żużlowym patosem, a zagraniczną żużlową prowincją. Gdzie jest prawda, a gdzie jest sztuczność? Gdzie jest pasja, a gdzie tylko praca? Gdzie jest normalność? Różnica jest tak wielka, że prawda może być tylko po jednej ze stron.

Poprzedni artykuł
POWIĄZANE ARTYKUŁY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Informacje

IM Niemiec: 3. runda

W rozgrywanym 3 lipca w Güstrow 3. finale IM Niemiec zwyciężył Valentin Grobauer przez Tylerem Hauptem oraz Kaiem Huckenbeckiem. Cieszę się bardzo, że w tak...

2. runda Indywidualnych Mistrzostw Ukrainy

7 czerwca o godz. 15:00 (czasu lokalnego) na torze w Równem rozpocznie się 2. runda Indywidualnych Mistrzostw Ukrainy. Zapowiedziany jest udział zawodników z innych krajów. W...

Bartosz Tymoszuk z dziką kartą

Wielka sprawa dla polskiego Flat Tracku. Bartosz Tymoszuk został wyróżniony przez organizatorów cyklu FIM Flat Track World Championship dziką kartą na zawody, które zostaną...

Weekend Pięćdziesiątnicy w Niemczech

W przyszłą niedzielę (24 maja) przypada święto Pięćdziesiątnicy, czyli 50 dzień po Wielkanocy. W Polsce mamy Zesłanie Ducha Św. lub ludowe Zielone Świątki. W...