Strona głównaMoim zdaniemMoje wrażenia z meczu Falubaz - Sparta

Moje wrażenia z meczu Falubaz – Sparta

Niedawno pisałem o podróży sprzed 10 lat, po której dotarło do mnie, że nie mam radości z chodzenia na mecze Falubazu. Stwierdziłem, że na okoliczność tej dekady można zakupić bilet i znów przejść się na ligę. Zwłaszcza, że tylko podczas zawodów ligowych można usiąść na starej trybunie na drugim łuku, a dawno nie miałem okazji, żeby stamtąd oglądać zawody.

Kupując bilet w serwisie abilet.pl kliknąłem w regulamin. Tam w punkcie 6 wyraźnie jest napisane, że obowiązuje zakaz wnoszenia bagażu podręcznego na stadion, przy czym regulamin nie definiuje, czym ów bagaż podręczny jest. Rzeczywistość jest jednak taka, że nie problemu wejścia z plecakiem. I całe szczęście, że można ze sobą wnieść plecak, tylko po co ten punkt w regulaminie w ogóle się znajduje? Tego chyba nie wiem nawet ten, kto go skopiował. Swoją drogą ustawa o imprezach masowych nie zabrania wnoszenia bagażu, a jedynie daje organizatorowi prawo sprawdzenia. Odnośnie samego wejścia, to miałbym jeszcze jedną uwagę, ale zostawię ją dla siebie.

Na stadionie byłem jakieś 80 minut przed planowaną godziną rozpoczęcia meczu. Celowo przyszedłem wcześniej, żeby zrobić kilka zdjęć z różnych miejsc, które to zdjęcia przydadzą mi się później. Byłem zaskoczony, że o tej porze trybuny były niemal puste. Podejrzewałem, że pewnie jednym z powodów jest upał. Być może wygląda to trochę inaczej przy bardziej sprzyjającej pogodzie. A może po prostu zatrzymałem się w czasach, gdy trzeba było szybciej przychodzić na obiekt, żeby zająć sensowne miejsce. Finalnie okazało się jednak, że podczas meczu też szału nie było – zajęta była może połowa miejsc. Nawet na trybunie K w wielu miejscach było łyso. Czy Falubaz przegrał z Zastalem, czy może kibice obrazili się na Falubaz?

Warto jednak przejść do samego meczu. Już na próbie toru zawodnicy próbowali jeździć szeroko i można było oczekiwać, że nawierzchnia będzie podobna do tej z wtorkowej Ekstraligi U24. Przypomnę, że wówczas Oskar Hurysz przywiózł komplet punktów.

Pierwsze cztery wyścigi, to absolutna dominacja gospodarzy. Dobrze wychodzili spod taśmy, przechodzili rywali na wyjściu z drugiego łuku – widać było, że wiedzą jak i którędy mają jechać. Dodatkowo w 4. biegu Artiom Łaguta przesadził z ostrością wejścia w pierwszy łuk i spowodował upadek trzech zawodników, przez co wrocławianie stracili pierwsze zastępstwo zawodnika. 19:5 przed pierwszą przerwą – tego chyba nikt się nie spodziewał.

Jeśli gospodarze dobrze startują od początku, to trzeba poczekać na drugą serię i przekonać się, czy rywale wprowadzili odpowiednie poprawki. Okazało się, że wprowadzili, dzięki czemu wystarczyły dwa wyścigi i przewaga Falubazu stopniała do 6 oczek. Wydawało się, że po 8. biegu przewaga stopnieje jeszcze bardziej, ale zamiast 1:5 było 3:3, bo Bartłomiej Kowalski pogubił się na dystansie, a potem nie potrafił wykorzystać faktu, że niesamowicie wolny Przemysław Pawlicki blokował swojego Oskara Hurysza, który z kolei dokonywał cudów, żeby utrzymać remis. Tor zaczynał się zmieniać i szeroka przestawała dawać prędkość. Jednak w kolejnym biegu poprawka pary gości i przewaga zjechała do dwóch punktów.

Bieg 10. i świetna jazda parowa Andrzeja Lebiediewa, który siłą woli dociągnął Dominika Kuberę na drugim miejscu, przed szalejącym Brady Kurtzem. Kolejny dowód na to, że napędzanie się po szerokiej przestało być skuteczne. I znów 6 oczek przewagi. W przerwie polewaczka nie popracowała jakoś specjalnie intensywnie, nie polała toru po szerokiej, nie polała praktycznie pierwszego pola startowego. Gospodarze znów pogubieni i znów tylko oczka przewagi.

Kluczowy był 12. bieg i wpuszczenie w taśmę Dominika Kubery przez Marcela Kowolika. Wydawało się, że ten manewr był zwycięstwem gości, a okazało się, że w powtórce po raz kolejny świetnie pojechali Damian Ratajczak i Oskar Hurysz (z rezerwy) i znów gospodarze byli 6 oczek z przodu. Gdyby nie taśma, Oskar zapewne zakończyłby udział w meczu po czterech startach, a tak dał świetną zmianę i został bohaterem.

13. bieg i kompletnie niezrozumiała dla mnie decyzja Piotra Protasiewicza, który nie skorzystał z Artioma Łaguty w ramach rezerwy taktycznej. Zamiast byłego mistrza świata puścił do boju Bartłomieja Kowalskiego z rezerwy zwykłej. I znów Sparta jechała na 1:5 i znów B. Kowalski nie otrzymał pomocy od „kolegi” z pary, pogubił się i spadł na koniec stawki. I znów próbował pojechać szeroko i znów mu to nic nie dało.

14. bieg, w końcu dobre wyjście spod taśmy Leona Madsena i było po meczu.

Czy to Falubaz wygrał, czy Sparta przegrała?

Skłaniam się do tej drugiej opcji.

Falubaz nie miał wyraźnego lidera. Po trzynastu biegach żaden z czwórki seniorów nie miał więcej niż 7 punktów, a w ostatnim biegu pojechali zawodnicy, którzy mieli w sumie 13 oczek. To najlepiej świadczy, jakimi liderami dysponował Grzegorz Walasek. A mimo to udało się dowieźć zwycięstwo do końca, przede wszystkim dzięki parze juniorów, w tym Oskarowi Huryszowi, który nie tylko przywoził punkty, ale trzykrotnie dbał o kolegę z pary. I choć juniorzy Falubazu nie mieli jakichś spektakularnych zwycięstw (pokonywali przede wszystkim juniorów gości), to podwójne zwycięstwo w 12. wyścigu de facto przesądziło o triumfie drużyny.

Tor zmieniał się podobnie jak we wtorek i myślę, że Oskar Hurysz był na to przygotowany, a reszta miała się dostosować, co wyszło z różnym skutkiem. Ważne, że bardziej na tej nawierzchni pogubili się w końcówce goście.

A jeśli chodzi o gości, to mam kilka wątpliwości:

  • wykluczenie Artioma Łaguty za ewidentny faul
  • dwukrotne błędy Bartłomieja Kowalskiego, przy braku współpracy ze strony „kolegi” z pary i dwukrotne remisy, zamiast podwójnego zwycięstwa
  • brak rezerwy taktycznej w 13. wyścigu (dla mnie to największy błąd gości)
  • wpuszczenie Dominika Kubery w taśmę – być może niechcący, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć

Przy zawodnikach tej klasy, przy budżecie Sparty poza możliwościami Falubazu, takie błędy po prostu nie powinny się wydarzyć.

Ogólne wrażenie

Tak jak napisałem wyżej, zaskoczyłem się słabą frekwencją. Siedząc na drugim łuku mogłem jednak spokojnie oglądać zawody bez wstawania. Wyglądało to trochę tak, jakby kibice przyszli, ale nie mieli zbyt wielkich oczekiwań.

Nie było gwizdów na trybunach nawet po przegranych biegach. Wszyscy zawodnicy gości i gospodarzy dostali brawa podczas prezentacji. Bardzo fajnie. Dwa razy zdarzyły koło mnie wulgarne odzywki albo gesty, ale to dotyczyło pojedynczych kibiców, a nie ogólnego dopingu. Swoją drogą ciekawe jak ci dorośli faceci zachowują się w domu, albo w pracy? Generalnie doping był kulturalny i skierowany w stronę swojej drużyny.

Jeśli chodzi o sektor dopingujący, to nie wiem, czy ma on wielkie przełożenie na resztę trybun. Wydawało mi się, że ludzie koło mnie przyszliby niezależnie od tamtego dopingu czy oprawy. Ale to tylko moje spekulacje.

Widać marketingowe zwycięstwo klubu. Byłem jednym z niewielu ludzi na trybunach gospodarzy, który nie miał niczego w barwach Falubazu. Koszulki, szaliki, czapki. Pod tym względem różnica jest kolosalna w stosunku do trybun sprzed 10 lat. Ciekaw jestem, gdzie ci kibice – tak bardzo identyfikujący z klubem – są podczas imprez młodzieżowych?

Ze swojej strony chciałbym zwrócić uwagę, że stosunkowo słabo są słyszalni spikerzy na drugim łuku. A przynajmniej w sektorze E.

Polewaczka

Od pewnego czasu jestem fanem zielonogórskiej polewaczki, która w spektakularny sposób bardziej rosi niż polewa nawierzchnię. Finalnie na tor spada bardzo mało wody, w porównaniu z jej ilością wylatującą z dysz.

W drugiej części meczu widać było coraz bardziej, że chodzi o to, żeby polewaczka wyjechała, bo tak nakazał sędzia, ale żeby za wiele nie zmieniła. Goście zdecydowanie lepiej jechali po polaniu, ale zmiana działała na jeden bieg. Nie wiem czy to arbiter nakazał dodatkowe polewanie po 12. biegu. W każdym razie takowe się odbyło, jednak niewiele zmieniło.

Jeśli moje obserwacje są właściwe, to wygląda na to, że gospodarze wiedzą, co chcą uzyskać. Oglądanie pracy z polewaczką było dla mnie świetną zabawą i przyniosło pożądany efekt. Takie jest prawo gospodarza.

Podsumowanie

Było lepiej niż oczekiwałem, zarówno sportowo, jak i kibicowsko. Mecz, jak mecz. Oglądałem żużel bez takich emocji, jakie towarzyszą kibicom drużyny, jakie towarzyszyły mi kiedyś. Lubię być na żużlu i tyle.

Czy odejście byłego prezesa cokolwiek zmieni? Może trochę uspokoi sytuację. Jest budowa składu na przyszłość, więc walczy się w klubie o jakąś stabilizację. A jak będzie? Zobaczymy.

Tak na zakończenie dodam, że wycieczka na ligowe W69 była jednorazowym pomysłem. Chciałem sprawdzić ile zmieniło się wokół klubu. Było całkiem przyjemnie, ale po komentarzach pod moim postem na FB wnioskuję, że główne problemy są niestety wciąż aktualne.

Poprzedni artykuł
POWIĄZANE ARTYKUŁY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Informacje

2. runda Indywidualnych Mistrzostw Ukrainy

7 czerwca o godz. 15:00 (czasu lokalnego) na torze w Równem rozpocznie się 2. runda Indywidualnych Mistrzostw Ukrainy. Zapowiedziany jest udział zawodników z innych krajów. W...

Bartosz Tymoszuk z dziką kartą

Wielka sprawa dla polskiego Flat Tracku. Bartosz Tymoszuk został wyróżniony przez organizatorów cyklu FIM Flat Track World Championship dziką kartą na zawody, które zostaną...

Weekend Pięćdziesiątnicy w Niemczech

W przyszłą niedzielę (24 maja) przypada święto Pięćdziesiątnicy, czyli 50 dzień po Wielkanocy. W Polsce mamy Zesłanie Ducha Św. lub ludowe Zielone Świątki. W...

1. runda Mistrzostw Ukrainy

24 maja w Równem odbędzie się 1. runda Otwartych Indywidualnych Mistrzostw Ukrainy. Początek zaplanowano na godz. 16:00 czasu lokalnego. Organizatorem zawodów jest Marchenko Speedway