Stadion Olimpijski we Wrocławiu – jedno z najbardziej znanych miejsc związanych z żużlem w Polsce. To tutaj rozegrano finały Indywidualnych Mistrzostw Świata w 1970 oraz 1992 roku. Tutaj odbyła się pierwsza runda Speedway Grand Prix 20 maja 2995 roku. Tyle, że tamten tor nie ma już nic wspólnego z dzisiejszym owalem, a i sam obiekt w ciągu ostatnich lat przeszedł ogromne zmiany.
Skąd wzięła się nazwa? Kiedyś słyszałem, że był to stadion rezerwowy podczas Olimpiady w Berlinie w 1936 roku. Prawda jest inna. Stadion powstał w latach 1926-28, a nazwa nawiązuje do… brązowego medalu w dziedzinie architektury podczas Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles w 1932 roku, jaki otrzymał jego twórca – wrocławski architekt Richarda Konwiarz.
Można wyczytać w Wikipedii, że podczas finału Drużynowych Mistrzostw Świata w 1961 roku oficjalnie weszło ponad 50 tys. kibiców, a podobno w rzeczywistości ludzi było tutaj ok. 70 tysięcy. Po ostatniej przebudowie w latach 2015-2017 pojemność zmniejszyła się do 13675 miejsc. Pozostały mury otaczające stadion, ale trybuna na prostej startowej jest zupełnie nowa. Ciekawa jest kolumnada za pierwszym łukiem i chyba najbardziej charakterystyczny element, czyli wieża zegarowa. Czyli w pewien sposób połączono historię z nowoczesnością.
Stadion jest częścią dużego kompleksu, na który niegdyś składały się m.in. stadion lekkoatletyczny odkryty basen, ringi bokserskie na powietrzu oraz wiele innych obiektów. Część pozostała, m.in. brama wjazdowa i podobno także zabytkowa kasa.
O ile otoczenie samego stadionu daje piękny klimat i pewnie najlepiej wygląda jesienią, to sam obiekt żużlowy, wielkiego klimatu już nie ma. Myślę, że jest trochę przeprofesjonalizowany. Pewnie nieprędko tutaj przyjadę oglądać zawody, bo – jako kibic z aparatem – nie zostanę wpuszczony na trybuny. Tak przynajmniej wynika z infografik.
Fajny spacer przy okazji pobytu we Wrocławiu i… tyle.





















