Szwedzka część wycieczki rozpoczęła się od miejscowości Mariestad. O samym mieście napiszę w osobnym artykule.
W pojedynku ligi Allsvenskan spotkały się zespoły Örnarny Mariestads oraz Solkatterny Karlstad. Inaczej rzecz ujmując, Orły podejmowały… Słoneczne Koty. Jako ciekawostkę dodam, że obie miejscowości leżą nad brzegiem tego samego jeziora, a w linii prostej dzieli je… ponad 70 kilometrów. Obie miejscowości historycznie mają katedry, choć są w tej samej diecezji. Dość skomplikowana historia z początkowego okresu Reformacji.
Obiekt klubu Örnarna znajduje się przy drodze E20 i tak wstępnie prowadziła mnie nawigacja. Na szczęście sprawdziłem wcześniej, że zjazd znajduje się jakieś 1300 metrów przed samym obiektem. Tam również znajduje się drogowskaz „Motobana”.
Tor jest niewielki. Ma 295 metrów długości, przy dość krótki prostych. Łuki są nieregularne. Wejście w pierwszy jest zupełnie inne niż w drugi. Wydaje mi się także, że pierwszy łuk jest ostrzejszy.
Na stadionie pojawiłem się nieco ponad godzinę przed rozpoczęciem meczu, żeby spokojnie rozejrzeć się po obiekcie i nie przeszkadzać w przygotowaniach. Okazało się, że parking jest otwarty i można spokojnie razem z zawodnikami wejść na obchód toru. Poszedłem pod prąd, bo chciałem zrobić zdjęcie prostej startowej z tłem. Udało się. Przy okazji dostałem prezent od gminy Mariestad, ponieważ znalazłem się w gronie pierwszych 200 kibiców.
Zrobiłem także rekonesans trybun. Teoretycznie zawody można oglądać ze wszystkich miejsc wokół toru, za wyjątkiem parkingu, który znajduje się za wyjściem z pierwszego łuku. W sumie parking był otwarty przez całe zawody i pewnie nikt specjalnie nie wygoniłby mnie stamtąd. Kibice jednak byli bardzo uprzejmi wobec zawodników i nie przeszkadzali im w trakcie meczu. Mogli oglądać wszystkie prace stojąc za płotem i tej możliwości korzystali. Podczas grzania motocykli mogłem zaciągnąć się aromatem spalanego oleju na bazie rycyny. Piękna sprawa.
W końcu trzeba było odpocząć. Usiadłem na drewnianych trybunach, które wyglądały na niezbyt mocne, ale miejscowi kibice w różnym wieku nie mieli oporów przed chodzeniem po deskach, czyli jednak pozory mylą. Na niektórych miejscach na prostej startowej był cień pod drzewami i to były jedyna możliwość schronienia się przed palącym słońcem. Wielu kibicom nie zależało jednak na chowaniu się, więc oglądali zawody z krzesełek lub leżaków, które przynieśli ze sobą. Takiego komfortu nie dają nowoczesne obiekty. Swoją drogą ciekawe, czy w Polsce można wnieść krzesełka wędkarskie na stadion?
Czekałem na rozpoczęcie. Okazało się, że prezentacja wygląda podobnie jak u nas. Żużlowców przywiozła specjalnie przygotowana ciężarówka, potem ustawili się przed wieżyczką sędziowska. Całość rozpoczęła się od hymnu szwedzkiego, zaśpiewanego a capella przez pewną panią. Potem wyczytywanie poszczególnych zawodników, powrót na ciężarówkę i do parkingu.
W meczach ligi Allsvenskan drużyny występują w siedmioosobowych składach, na całość składa się 16 wyścigów, przy czym dwa ostatnie są nominowane. Spośród całej stawki, siedmiu zawodników widziałem po raz pierwszy, więc radość wielka była we mnie. Leo Klassona miałem okazję oglądać jeszcze w klasie 250cc. W sumie wystąpili żużlowcy z sześciu krajów, w tym dziewięciu Szwedów.
W pierwszym meczu w Karlstad Örnarna wygrała 4 punktami. Jednak skład pozwalał myśleć o rewanżu, bo wśród Słonecznych Kotów byli m.in. Victor Palovaara, Timo Lahti i Oleg Michaiłow. Okazało się jednak, że Orły szybko przeszły do ataku i już od drugiego wyścigu przejęły inicjatywę.
Pierwsze biegi pokazały, że na pierwszym łuku potrafi się zrobić ciasno. Już w drugim biegu spotkali się pod bandą Gino Manzares i Truls Kamhaug. Dla obu nie było to ostatnie zapoznanie się z nawierzchnią. Norweg okazał się zresztą największym pechowcem zawodów, bo w przed startem do powtórki posłuszeństwa odmówił pierwszy motor, a w trakcie biegu drugi. Potem był zmieniony, następnie zaliczył upadek i dopiero w ostatniej próbie dojechał do mety.
Sam mecz był dość ciekawy, choć przewaga gospodarzy rosła dość szybko. Po siedmiu wyścigach było już 29:13. Rezerwa taktyczna w kolejnym i zmniejszenie różnicy do 12 oczek. Druga część zawodów była bardziej wyrównana, ale przewaga Orłów była na tyle wysoka, że nawet pomimo podwójnej wygranej gości w ostatnim biegu mecz skończył się wynikiem 52:44.
Jak wspomniałem, w trakcie zawodów było kilka upadków, było też trochę udanych ataków i mijanek. Dobre przejechanie pierwszego łuku pozwalało na atak po szerokiej i takie akcje czasem były skuteczne. Na drugim wirażu raczej chodziło o to, żeby nie stracić przewagi lub dystansu.
Jeśli chodzi o zawodników, którzy pokazali się z dobrej strony, to w pierwszej części meczu skutecznie jechał Leo Klasson, który po trzech startach miał 8 punktów na koncie. Z dobrej strony pokazał się także Harry Lundahl. W trzecim swoim starcie miał groźnym upadek na wyjściu z pierwszego łuku bodajże trzeciego okrążenia. Wydawało mi się, że nie pojedzie już w tym spotkaniu, a o nie dość, że pojechał, to w 15. wyścigu na dystansie śmiałym atakiem wyprzedził dużo bardziej doświadczonego Duńczyka Kevina Juhla Pedersena. Warto dodać, że obaj Szwedzi (Leo Klasson i Harry Lundahl) mają po 17 lat.
Podsumowując: dobry mecz, ciekawy tor. Cieszę się, że tu przyjechałem.















































