Wizyta w Anglii na przełomie lutego i marca pojawiła się w moich planach w grudniu. Sezon na Wyspach jeszcze nie wystartował, ale na 1 marca zaplanowana została impreza pod nazwą „Celebration of Speedway”, organizowana w National Speedway Museum, znajdującym się w… ZOO Hertfordshire. ZOO z kolei zlokalizowane jest kilka kilometrów od Broxbourne, a to miasteczko jest dwie stacje od Rye House, gdzie jeszcze nie tak dawno temu istniał tor żużlowy i drużyna „Rakiet”.
Wycieczka do historii speedwaya została połączona z kolejną wizytą na meczu piłkarskiej drużyny „Lisów” w Leicester. Sam wyjazd rozpoczął się od poślizgów organizacyjnych, zafundowanych przez linie lotnicze Ryanair (samolot opóźniony o 50 minut), brak pracowników na lotnisku Stansted i konieczność oczekiwania na możliwość wyjścia z samolotu i przejścia przez bramki kontrolne. Akurat nasz pociąg był punktualny i odjechał bez nas, a kolejny został odwołany, bo zepsuł się skład. Nic nie szło po naszej myśli, ale – jak wiadomo z filmu „Miś” – awaria jest też jakąś okazją. Dzięki temu dojechaliśmy do miejscowości Ely i weszliśmy do miejscowej katedry, która jest prawdopodobnie najdłuższym gotyckim kościołem na świecie. Byliśmy tam już poza godzinami zwiedzania, więc nie mogliśmy wejść do prezbiterium, czyli najciekawszej części świątyni. Całość, jak to angielskie katedry mają w zwyczaju, jest bardzo surowa, a ja lubię właśnie takie kamienne kościoły. Ciekawa jest kruchta i wieża od zachodniej strony, które wyglądają jak żywcem przeniesione z włoskiego renesansu, co dość mocno kontrastuje z ogólna angielską surowością.
W hotelu byliśmy 2 godziny później niż zakładaliśmy, a do tego konieczne było kupienie nowego biletu na pociąg. Jeszcze deszcz w Leicester, który z czasem padał coraz mocniej. Tak bywa. Sobotni mecz Lisów z Kanarkami nie stał na najwyższym poziomie, a do tego przed spotkaniem zorganizowany został protest przeciwko właścicielowi klubu oraz osobie odpowiedzialnej za podpisywanie kontraktów, które skutkowały odjęciem punktów i niemal przesądzonym spadkiem do trzeciej klasy rozgrywkowej. A przecież 10 lat temu ten klub zdobył mistrzostwo Anglii, a 5 lat temu wygrał Puchar Anglii i zdobył Tarczę Wspólnoty, czyli angielski Superpuchar!
Niedziela, to wycieczka do wspomnianego ZOO Hertfordshire. Nie wiedziałem za bardzo jak wyglądać będzie impreza pod nazwą „Celebration of Speedway”. Widziałem na YT odpalanie starych motocykli. Generalnie jest to spotkanie ludzi, których pasją jest speedway – kolekcjonerów, kibiców, dawnych zawodników. Panele dyskusyjne, wywiady z żużlowcami (ja akurat widziałem taką rozmowę z Jasonem Edwardsem), możliwość kupienia starych książek, pamiątek, plastronów, części do motocykli. A wszystko na terenie ogrodu zoologicznego, którego założycielem jest były zawodnik Peter Sampson. Kiedy poszukiwano lokalizacji narodowego muzeum speedwaya, on zaproponował swój teren na zebranie w jednym miejscu pamiątek po zawodnikach i klubach.
Jadąc tam chciałem zobaczyć i usłyszeć stare silniki i zwiedzić muzeum. Oba cele zrealizowałem, więc jestem zadowolony. Wielu może zaskoczyć grzanie silników żużlowych obok ZOO, więc spieszę donieść, że zwierzęta nie czuły się przestraszone i nie ucierpiały na tym przedsięwzięciu. Mam wrażenie, że przejeżdżające Harleye robiły dużo więcej hałasu.
Jeśli chodzi o podsumowanie mojej głównej imprezy, to – mówiąc wprost – byłem tam jednym z młodszych odwiedzających. Patrząc na tych starszych ludzi, na stare książki, stare motocykle, plastrony, kombinezony, można odnieść wrażenie, że byłem w jakimś skansenie. I po części chyba tak właśnie było. Ciężko powiedzieć jak będzie wyglądała rzeczywistość speedwaya, kiedy to pokolenie odejdzie. Daleki jednak jestem od martwienia się pytaniem: czy speedway na Wyspach przetrwa? Dzisiejszy kryzys angielskiego żużla nie jest ani pierwszym w jego historii, ani chyba także największym. Zresztą kwestia braku młodych ludzi nie jest tylko problemem żużla. Jest to także problem chociażby transportu publicznego, w którym ogromna większość pracowników – delikatnie mówiąc – ma do emerytury bliżej niż dalej. A przecież speedway w czasach swojej świetności był stosunkowo tanią rozrywką środowisk robotniczych. To jest oczywiście temat na cały artykuł, ze szczególnym uwzględnieniem dziwnych ruchów regulaminowych brytyjskiej centrali żużlowej oraz wpływu polskich pieniędzy publicznych na wzrost kosztów uprawiania tego sportu.
To wszystko, co można było zobaczyć na dworze jest prawdopodobnie efektem pracy pasjonatów, kolekcjonerów, świrów żużlowych. Liczba motocykli, plastronów, książek, programów, części zamiennych i innych pamiątek mocno mnie zaskoczyła. Miałem nadzieję na kupienie jakiejś książki, ale niemal wszystkie były bardzo mocno sprofilowane w kierunku zawodnika, klubu lub konkretnego sezonu. Znalazłbym pewnie książkę ogólną, historyczną, dotyczącą żużla w Anglii, ale nie udało mi się znaleźć czego, co zrobiłoby na mnie wrażenie,
O muzeum napiszę oddzielnie, bo to miejsce zasługuje na osobny tekst. Cieszę się, że udało mi się zobaczyć to, co zobaczyłem, usłyszeć, poczuć. Czy spełniłem marzenie? To wielkie słowo. Na pewno zobaczyłem coś, co bardzo chciałem zobaczyć.
Samo ZOO jest nieduże, położone poza miejscowościami, więc dla osób nieposiadających samochodu największym problemem jest brak transportu publicznego, którym można się tam dostać. Najlepiej skorzystać z taksówki z Broxbourne lub pójść pieszo. Poprzednio wybraliśmy tę drugą opcję i czuliśmy się bezpiecznie, bo droga jest kręta i wąska, a ruch zaskakująco duży. Można zobaczyć lwy, tygrysa, jaguary, zebry, wielbłądy, kapibary, mangusty, surykatki, trochę ptaków, trochę gadów i płazów. Uczestniczyliśmy w pokazie z ptakami, podczas którego można zaprezentowały się latające: karakara, puchacz, płomykówka, kukabura oraz biegające kariamy. Dla większości ludzi te nazwy pewnie nic nie mówią, dlatego warto to zobaczyć.








































