Raz, dwa, trzy – puszczamy sprzęgło

Oglądałem w telewizji wczorajszy mecz Falubazu z Motorem i nie potrafię zrozumieć przede wszystkim postawy sędziego Michała Sasienia w temacie puszczania ewidentnych lotnych startów. Rozumiem, że sędzia może czegoś nie zauważyć w pierwszej chwili, ale przecież dysponuje powtórkami telewizyjnymi, które dzień wcześniej wykorzystywał aż do przesady.

Na początku chciałbym podkreślić, że wczoraj Motor był drużyną bardziej kompletną i pomimo pecha Mikkela Michelsena, który trzykrotnie tracił punkty z powodu problemów z oponami, wygrał to spotkanie. Jednak wydaje mi się, że zwycięstwo byłoby uczciwsze, gdyby zawodnicy gości startowali zgodnie z regulaminem. A tak niestety nie było. Zadziwiający był fakt, że realizator też często tego nie dostrzegał i w biegach VIII (Jarosław Hampel z pola A) oraz 10. (Wiktor Lampart z pola A) nie uwzględnił w ogóle tych zawodników podczas powtórek startów. Potem bodajże Mateusz Cierniak wyskoczył z pola C i ewidentnie ruszył przez podniesieniem taśmy.

Podejrzenia potwierdził bieg 14., gdy sędzia zdecydował się nieco zmienić sposób puszczania taśmy i obaj lubelscy juniorzy wpadli w taśmę niemal w tym samym momencie. Przypadek? Nie. Po prostu nie startowali na ruch zamków maszyny startowej, a na „raz, dwa, trzy – puszczam sprzęgło”. I teraz jedną kwestią jest dziwna postawa sędziego, który nawet nie sprawdzał  tych startów na powtórkach, choć zawodnicy Motoru wyskakiwali nienaturalnie szybko spod taśmy, a drugą – ktoś tym młodym chłopakom podpowiedział, że mają w ten sposób startować. Nie bójmy się tego nazwać po imieniu – to jest oszustwo.

To jest jedna sprawa. Druga dotyczy Falubazu. Mimo kiepskiej postawy gospodarzy, teoretycznie przed ostatnim biegiem mieli szanse nawet na zwycięstwo (przy wyniku 5:0). Dlaczego jadący na pierwszym miejscu Patryk Dudek nawet nie spojrzał gdzie jest zawodnik z jego drużyny i de facto przeszkadzał Matejowi Zagarowi? Dzięki takiej postawie Słoweniec został wyprzedzony przez Grigorija Łagutę i nie dał rady już drugiego miejsca odzyskać. Gdyby na prowadzeniu był jakikolwiek innych zawodnik gospodarzy, to nie zdziwiłoby mnie to. Ale Patryk Dudek? Coś mi tu nie gra. Przecież w lidze chodzi o to, żeby wygrywała drużyna. No chyba, że czegoś nie rozumiem. Może pan menadżer potrafiłby coś więcej powiedzieć na ten temat.

Piątkowy mecz pokazał, że obie ekipy mają problem. Ten zielonogórski jest oczywisty, bo brakuje zarówno punktów liderów, jak i juniorów, a gdy do tego dochodzi brak jazdy drużynowej, to jest dramat. Lublinianie będą mieli problem, żeby ogarnąć ten zespół, bo każdy zawodnik chce jechać pięć wyścigów. Każdy występ Krzysztofa Buczkowskiego jest tak naprawdę zabraniem startu któremuś z zawodników mających lepszy kontrakt. Tym razem pięć razy pojechali juniorzy, ale było to kosztem pechowca Mikkela Michelsena oraz Dominika Kubery. Jeśli Buczkowi zdarzy się jakiś lepszy występ, albo będzie konieczność korzystania z rezerw taktycznych, to nie zazdroszczę menadżerowi Motoru. Powiedzmy sobie szczerze, że Krzysztof pojechał przyzwoicie i swoje zadanie wypełnił, a mimo to został odsunięty po dwóch startach. D. Kubera wcale nie jeździł lepiej, a mimo to pojechał czterokrotnie. To jest moje subiektywne zdanie, ale uważam, że w tych warunkach po prostu nie da się zbudować zgranej ekipy, a co za tym idzie, nie da się osiągnąć wyniku adekwatnego do poniesionych kosztów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *