Życzę powodzenia słowackiemu żużlowi

Dyscyplina sportowa rozwija się wtedy, gdy jest stały dopływ młodych zawodników, którzy chcą ją uprawiać. Dzięki rozpoznawalności na arenach międzynarodowych Martina Vaculika, w słowackiej Żarnovicy do miejscowej szkółki zaczęli garnąć się młodzi chłopacy. Po blisko dziesięciu latach zostało tam już tylko czterech zawodników. Niestety, karierę postanowił zakończyć David Pacalaj.

David Pacalaj ma dopiero 20 lat i, co ciekawe, na tegoroczny sezon podpisał umowę z klubem z Krosna. To właśnie krośnieński klub był swego czasu miejscem, w którym swoje umiejętności mógł zaprezentować i podwyższać Martin Vaculik. Zrobił to najwyraźniej na tyle skutecznie, że jeszcze w wieku juniora został zawodnikiem ekstraligowej Unii Tarnów. Wtedy jeszcze obowiązywał przepis dopuszczający na pozycji juniorskiej zawodnika zagranicznego, z czego Martin niewątpliwie skorzystał. Dziś tego przepisu już nie ma, bo kiedy jedni korzystają, to drudzy (czyli polscy juniorzy) nie otrzymują szansy. Trudno mieć zresztą pretensje do polskich działaczy, że przepis został zmieniony.

Można rzec, że na fali popularności Martina w jego ślady chcieli pójść młodzi chłopacy z okolic słowackiej Žarnovicy – niedużego miasteczka położonego w urokliwym górskim krajobrazie, co jednak wiąże się z tym, że dojazd tam nie należy do najłatwiejszych ani najszybszych. Tam właśnie umiejscowiony jest jedyny słowacki owal żużlowy – długi i szeroki, pozwalający na sześcioosobowe wyścigi. Problem w tym, że same chęci nie wystarczą w taki sporcie jakim jest żużel. Potrzeba przede wszystkim startów, startów i jeszcze raz startów. Słowacy zostali przyjęci do ligi czeskiej, ale te czeskie tory były w zasadzie jedynymi, które pozwalały im na w miarę regularne (co nie oznacza, że bardzo częste) starty. Poza tym to wciąż była rywalizacja w tym samym, bardzo ograniczonym gronie, a na możliwość pokazania się w lidze polskiej nie było wielkich szans.

Wśród młodych słowackich żużlowców pojawił się m.in. David Pacalaj. Pomimo tego, że na torach w różnych kategoriach pojemnościowych spędził niemal 10 lat, to jednak nawet na czeskich obiektach nie wyszedł poza rodzinne koligacje i wciąż był przede wszystkim synovcem, czyli bratankiem wielkiego Martina Vaculika. Cieszę się, że w ciągu kilku lat mogłem odwiedzać czeskie tory przy okazji różnego rodzaju imprez i obserwować także młodych Słowaków.

Byłem w Žarnovicy w sierpniu 2019 roku przy okazji corocznego turnieju słowackiej Zlatej Prilby, upamiętniającej Słowackie Powstanie Narodowe, które samo w sobie jest ciekawym tematem. Już wtedy było widać, że jest chyba jakieś zniechęcenie, że wyniki nijak nie odpowiadają oczekiwaniom, że ci miejscowi chłopacy nie są w stanie rywalizować nawet ze średniakami z Europy środkowo-wschodniej. Żaden z czwórki reprezentantów gospodarzy nie wszedł do półfinałów, a awansowało tam dziesięciu z dziewiętnastu uczestników. Trochę pechowo David Pacalaj zajął 11. miejsce.

Niestety w pewnym momencie dało się zauważyć, że ci chłopacy doszli do jakiego poziomu, którego nie byli w stanie przeskoczyć i chyba przestali robić widoczne postępy. Do tego doszło to, co jest najgorszą rzeczą w żużlu, czyli groźne wypadki i kontuzje. 1 maja 2018 roku podczas turnieju w austriackim Mureck w potwornym karambolu uczestniczył najstarszy z nowej fali, 23-letni wówczas Patrik Buri. Od tego czasu spróbował swoich sił tylko raz – w lodowej gali w Niemczech, jednak na klasyczne tory już nie wrócił. Myślę, że to w jakiś sposób podcięło skrzydła słowackim juniorom. Sam David także miał kontuzję, co zapewne wpłynęło na decyzję o zakończeniu kariery.

Nie wiem na ile moje spostrzeżenia są słuszne, ale mam wrażenie, że innym czynnikiem jest fakt, że polska liga w pewnym sensie zabrała Słowakom ich gwiazdę. Chodzi mi o to, że tamtejsi kibice mają raczej małe szanse na to, żeby zobaczyć w akcji Martina Vaculika.

Słowacy pokazali, że cierpliwości im nie brakuje. Mam nadzieję, że mimo wszystko przetrwają kryzys, choć pandemia na pewno sprawy im nie ułatwiła, bo możliwość startów została jeszcze bardziej ograniczona. Życzę im powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *