GKM Grudziądz – co dalej?

Ostatnio rzadko zajmuję się kwestiami ekstraligowymi, a same mecze oglądam tylko w telewizji. Jednak jakoś ciężko przejść mi obok tego co dzieje się z drużyną z Grudziądza, bo mam wrażenie, że jest ona w stanie coraz większego rozkładu. Pięć porażek z rzędu (w tym trzy na własnym torze) – nie da się ukryć że jest to związane z wypadkiem Tomasza Golloba -jednak mam wrażenie, że kwestie stricte sportowe wcale nie stoją tu na pierwszym miejscu.

GKM dostał się do ekstraligi kuchennymi drzwiami, (podobnie wygląda to w przypadku innych beniaminków, które „awansowały” do najwyższej klasy rozgrywkowej z trzeciego lub nawet czwartego miejsca, bo centrala nie chciała zgodzić się na jazdę Łotyszy z Daugavpils), a następnie w ten sam sposób się w niej utrzymał, chociaż spadł. Mamy w Polsce taką sytuację, że każdy beniaminek po „awansie” biegnie do urzędników miejskich po dotację, bez której ani GKM Grudziądz, ani ROW Rybnik, ani Włókniarz Częstochowa nie zbudowałyby drużyny nawet na miarę środka I ligi. Centrala widzi co się dzieje, więc załatwia pieniądze od sponsorów ligi oraz od telewizji, ale to temat na inny artykuł. Póki ci jednak żaden z tych beniaminków nie wniósł do rozgrywek zbyt wiele pozytywnych wartości. Co więcej, po wypadku Tomasza Golloba grudziądzanie są ewidentnie w czarnej dziurze i na razie nie widać specjalnych szans na to, żeby się z niej wydostali.

Co dawał GKM-owi Tomasz Gollob? Sportowo dawał klubowi szansę na punkty na własnym torze i trochę emocji, jednak nie wnosił praktycznie nic do meczów wyjazdowych. W sumie pozwoliło to na spokojne utrzymanie ekstraligi w ubiegłym roku, bo trudno marzyć o ambitniejszych celach, gdy punkty zdobywa się tylko na własnym obiekcie. W tym roku grudziądzanie nie mają już właściwie atutu własnego toru, bo wszyscy dokładnie wiedzą na co mają się przygotować – będzie bardzo twardo, albo jeszcze bardziej twardo. Żeby było śmieszniej, sami zawodnicy GKM-u niespecjalnie lubią tą nawierzchnię i widać to gołym okiem. Dlaczego więc nic się w tym klubie nie zmienia?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba wrócić z powrotem do osoby Tomasza Golloba, bo ewidentnie jego brak jest tu głównym problemem. Tak naprawdę zdałem sobie z tego sprawę dopiero 4 czerwca, gdy zaplanowany na godzinę 16:00 mecz rozpoczął się z prawie trzygodzinnym opóźnieniem. Nie mam wątpliwości, że gdyby T. Gollob był w składzie, to spotkanie zostałoby zwyczajnie odwołane, jak wiele innych tegorocznych meczów. Teraz dopiero dociera do mnie, że w ten jednej osobie GKM miał zarówno swojego kapitana, siłę mentalną, jak i swego rodzaju tarczę ochronną przed szeroko pojętym światem zewnętrznym. Obecnie tej ochrony już nie ma i wszystko wali się jak domek z kart. Okazuje się, że trener Robert Kempiński nie ma żadnego pomysłu na ten skład i zaczynam wątpić czy kiedykolwiek miał. Zatrudniono Niemca Kai Huckenbecka, co było akurat świetnym pomysłem, bo to dobrze zapowiadający się chłopak. Kai całkiem nieźle pojechał w Lesznie zdobywając osiem punktów plus bonus, po czym został wycofany ze składu, bo nie ma sprzętu na „specyficzny tor w Grudziądzu”. Okazuje się, że według osób podejmujących decyzje o składzie, kontuzjowany Rafał Okoniewski jest lepszy niż zdrowy Kai Huckenbeck. Tłumaczenie równie idiotyczne jak podjęta decyzja. Skoro jednak grudziądzanie tak bardzo upierają się przy swoim, to pewnie prawda jest zapisana w kontraktach…

Wiadomo, że zawodnicy potrzebują jazdy, że muszą mieć częsty kontakt z motocyklem i z przeciwnikami, bo sam trening nie zastąpi prawdziwej rywalizacji. 3 czerwca Antonio Lindbaeck miał wystąpić w tradycyjnym turnieju Auerhahnpokal w Teterow. Działacze GKM-u nakazali jednak stawienie się Szwedowi na treningu przed meczem z Get Well Toruń, więc Toninho musiał przyjechać do Grudziądza. Trening na nic się przydał, po spadł deszcz i warunki były skrajnie inne od zaplanowanych, a start na torze, na którymi odbędzie się jeden z turniejów SGP, przepadł. Czy to buduje dobrą atmosferę w drużynie? Pytanie retoryczne. Czy Krystian Pieszczek i Rafał Okoniewski jeżdżą gdzieś poza polską ligą? Przywiązanie do betonu zaczyna wychodzić grudziądzanom bokiem.

Po wypadku Tomasza Golloba pomyślałem sobie, że być może coś się w tym klubie zmieni. Że cała piątka seniorów będzie miała pewne miejsce w składzie. Że może wreszcie zmieni się sposób przygotowywania nawierzchni, który pozwoli zawodnikom na rywalizację także w meczach wyjazdowych. Przyznam, że uśmiechnąłem się słuchając w jednym z ostatnich magazynów PGE Ekstraliga redaktora Dariusza Ostafińskiego, wystawiającego laurkę Tomaszowi Gollobowi za pracę w Grudziądzu. Teraz wiem, że bez mistrza świata z 2010 roku ten klub po prostu nie istnieje, ale w kwestii przygotowania toru pod kątem kolegów z zespołu, to pan redaktor chyba się trochę zagalopował 🙂 Przecież ten tor był robiony pod jednego zawodnika, a reszta musiała się dostosować. W ubiegłym GKM otrzymał największe wsparcie od telewizji, bo stamtąd było najwięcej relacji. Dlaczego telewizja tam przyjeżdżała? Oczywiście dlatego, że był Tomasz Gollob, który na dobrze znanym sobie torze potrafił stworzyć widowisko. Tak naprawdę był to jedyny tor, na którym pan Tomasz potrafił w ubiegłym roku skutecznie pojechać. Nie zmienia to faktu, że jako żużlowiec osiągnął wszystko, że to On przez wiele lat był jedynym Polakiem rywalizującym ze światową czołówką, że to na Niego jeździły tłumy kibiców, że tworzył historię polskiego żużla. Po co więc teraz wystawia mu się jakieś naciągane laurki? Czy to ma być tworzenie kultu, nabijanie odsłon na portalu czy może ironia? A może taki jest po prostu poziom kibiców, bo przecież to do nich (czyli w sumie do nas) są kierowane są tego typu teksty?

Na koniec jeszcze dwie sprawy, które już wcześniej pokazały, że z ta drużyna jest dziwna.

  1. 23 sierpnia 2015 r. – spotkanie SPAR Falubaz Zielona Góra – MRGARDEN GKM Grudziądz, decydujące o utrzymaniu się w ekstralidze. Wynik: 57:33. Goście nawet nie podejmują walki i spadają z ligi. Potem się okazało, że jednak pozostają ze względu na problemy finansowe rywali, ale na tamten moment grudziądzanie opuścili ekstraligę. Bez walki.
  2. 21 sierpnia 2016 r. – spotkanie Get Well Toruń – MRGARDEN GKM Grudziądz. W przypadku zwycięstwa goście mieli szansę na awans do czołowej czwórki i walkę o medale. Wynik: 59:31. Oddali mecz bez walki.

Czy z taką mentalnością można odnieść sukces? Mimo to podstawowy skład seniorski od dwóch lat niewiele się zmienił. W 2016 r. za Juricę Pavlica i Daniela Jeleniewskiego przyszedł Antonio Lindbaek i Peter Ljung, a w tym roku jako szósty senior za Szweda dołączył Krystian Pieszczek. Nie zmienił się menadżer, nie zmieniło się przygotowanie toru, nie ma żadnych efektów szkolenia wychowanków. I nie ma już tarczy ochronnej. Zostaje równia pochyła? Za wcześniej jeszcze, żeby tak wyrokować, ale jeśli nic się zmieni w mentalności tamtejszych działaczy i menadżera, to jedyną szansą pozostaje już chyba tylko… powiększenie ekstraligi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *