Kończmy już tegoroczny cyrk

Jak można podsumować tegoroczny sezon ligowy? W zasadzie tylko jednym stwierdzeniem: dobrze, że już się skończył. Chyba wszyscy, może poza kibicami Unii Leszno i Wilków Krosno, mieli już dość. Łącznie z działaczami, zawodnikami, sędziami.

Sezon generalnie jest do zapomnienia, bo naprawdę nie ma się czym chwalić. Niech zapamiętane zostanie to, co widnieje w statystykach (kto zdobył medale, kto spadł, kto awansował), a reszta powinna zniknąć z naszej rzeczywistości. Problem w tym, że przyszłość wcale nie rysuje się w korzystniejszych barwach, bo najzwyczajniej brakuje zawodników. Zakrojone na wielką skalę działania warszawskiej centrali na razie nie przynoszą żadnego pożytku, bo jaki może być pożytek z tego, że ekstraliga nie poradziła sobie bez żużlowców Apatora, że Wilki Krosno awansowały nie mając w składzie żadnego swojego juniora? Przecież ci sami krośnianie za chwilę spadną tam skąd przyszli. Działacze nie uczą się ani na swoich, ani na cudzych błędach. Dalej prezesi latają po parkingu, ustalają składy, „dbają” o przygotowanie toru, „wzmacniają” zespół, gdy skład jest już zamknięty, powodując, że zawodnikom odechciewa się jeździć jeszcze przed sezonem. A na końcu za całą tą nieporadność winnymi zostaną okrzyknięci juniorzy jadący po trzy biegi w meczu.

Nikt, poza działaczami Unii Leszno, nie wyciąga wniosków z sukcesów Unii Leszno. Wszyscy chcieliby osiągnąć szczyt szybko, albo jeszcze szybciej, najlepiej płacąc wirtualnymi pieniędzmi i rozliczając się w listopadzie. A tymczasem wiek juniora skończyli: Dominik Kubera, Szymon Szlauderbach, Rafał Karczmarz, Gleb Czugunow, Norbert Krakowiak, Mateusz Tonder, Damian Pawliczak, Marcin Turowski, Wiktor Trofimow, Igor Kopeć-Sobczyński, Damian Stalkowski, Piotr Pióro, Tomasz Orwat, Patryk Wojdyło. Ilu prezesów ma pomysł na to jak tych chłopaków zastąpić? Jaki pomysł ma centrala? Może organizując jeszcze atrakcyjniejszy konkurs na najładniejszą podprowadzającą? A może przez podanie panu Leszkowi Demskiemu listy możliwych kontrowersji z gotowymi odpowiedziami, żeby się chłop nie musiał tłumaczyć? Może zatrudniając do komentowania więcej ludzi pokroju Tomasza Dryły, którzy zakrzyczą nawet najnudniejsze zawody? A może zatrudnić więcej ekspertów, którzy będą tłumaczyć podstawowe rzeczy niedouczonym komentatorom, rzucającym co kilka zdań jakiś wyraz z gwary zasłyszanej w parkingu?

Niestety, nasi działacze, zupełnie tak jak mówił Stefan Kisielewski o socjalizmie, świetnie rozwiązują problemy niewystępujące w innych ligach. Uważają, że wszystko można unormować poprzez kolejną umowę sponsorską i wrzucenie nowych pieniędzy na żużlowy rynek. Mam zresztą wrażenie, że te pieniądze trafiają do z góry ustalonych osób, a sam żużel jest tylko przykrywką całego procederu. Nie byłoby w tym może nic takiego złego, gdyby nie wmieszanie w to pieniędzy pochodzących ze spółek Skarbu Państwa oraz samorządów. W temacie turniejów pozaligowych rynek opanowały dwie firmy, które patronem swoich imprez obwołują europosła z partii aktualnie rządzącej, a głównymi sponsorami takich przedsięwzięć są… Można się domyśleć. W Rzeszowie podczas IMŚ na długim torze rzucały się w oczy banery Orlenu oraz Poczty Polskiej, natomiast w Pardubicach, gdzie europoseł zawitał osobiście z okazji IMŚJ, reklamowo prym wiódł Tauron. Jak wiadomo, głównym sponsorem ekstraligi jest aktualnie PGE, a wcześniej była ENEA. Po raz pierwszy z europosłem w programie zawodów spotkałem się w 2016 w… King’s Lynn na turnieju z cyklu IMŚJ. Dopiero później dowiedziałem się o co w całej tez zabawie chodzi.

I na tym polega główny problem tej naszej ligi – jest grupa ludzi, która ma zarobić – działacze, dziennikarze, tunerzy, eksperci, gdzieś na końcu tej listy są zawodnicy, ale też nie wszyscy. I można sobie próbować zmieniać regulamin, można szukać rozwiązań mających na celu zwiększenie zainteresowania kibiców, sponsorów, potencjalnych zawodników. To niczego nie zmieni, ponieważ celem nie jest sport, tylko chęć zarobienia. A ponieważ zarabia na tym tylko pewna część zawodników, więc robi się coraz większa przepaść pomiędzy tzw. „światową czołówką” a resztą. Skoro sprzęt jest robiony pod bogatszych, to jest coraz droższy, więc zawodnicy w wielu krajach zwyczajnie rezygnują z uprawiania tej idiotycznie drogiego i ekstremalnie niebezpiecznego sportu. Nadzieje na załapanie się do niższej ligi i próbę pokazania swoich możliwości często kończą się po jednym albo dwóch meczach, bo działacze często podpisują umowy z kilkunastoma seniorami, a meczów w sezonie jest dziesięć. Zresztą ze sprzętem jest też tak, że nawet ci bogatsi mają problem, bo nie mogą znaleźć tunera. Wystarczyło, że jeden Szwed przeszedł na emeryturę i automatycznie jakaś część zawodników jeździ dużo słabiej, czego najlepszym przykładem jest Patryk Dudek.

Może pojawić się pytanie: dlaczego u nas często próbuje się zdobyć tytułu na skróty, naginając regulamin? Bo tak ma być taniej, a efekt na papierze jest bardziej przewidywalny. Taniej jest zrobić Artioma Łagutę czy Gleba Czugunowa Polakami niż wyszkolić sobie zawodnika. Co więcej, okazuje się, że przepis o gwarantowanym miejscu w składzie dla Polaków często w tychże Polaków uderzał najbardziej. Ktoś, kto nie ma pleców w tym towarzystwie, ten nie ma szans na jazdę, a więc nie zarabia. Przykłady chociażby Kuby Jamroga, Pawła Miesiąca, Mateusza Szczepaniaka i wielu młodych nie mających szans na pojechanie w rezerwie zwykłej pomimo dobrych wyników. Im więcej kombinatorstwa w klubie, tym często gorszy wynik. I co? I za rok ci sami działacze zrobią dokładnie to samo…

A tory? Gdy okazało się, że terminy naglą, nagle tu i ówdzie zaczęto robić nawierzchnie bardziej przyczepne. W Częstochowie ktoś przedobrzył i żużel na ten sezon w ogóle się tam zakończył. W Gorzowie dwaj zawodnicy z SGP pojechali do szpitala, w Zielonej Górze gospodarze stracili dwóch zawodników. Opłacało się? A np. w Rzeszowie, gdzie przez kilka godzin nie potrafiono doprowadzić toru do stanu używalności, nie było walkowera. Dlaczego Niemcy za brak dokumentów dostali walkowera i musieli zapłacić karę, a w Rzeszowie już tej kary nie było, choć ten tor obiektywnie nie nadaje się zupełnie do jazdy? Odpowiedź jest prosta – ponieważ ewentualna kara do klubu z Rzeszowa mogłaby zabić ten ośrodek, a działaczy w centrali nie stać na to, żeby stracić kolejną ekipę, bo za chwilę znikną rozgrywki drugoligowe.

Zostały jeszcze turniej SoN, może jakieś towarzyskie imprezy i kończmy ten sezon. Poczekamy pół roku, może nawet zatęsknimy, będziemy mieli znów nadzieję, że coś się poprawi. A potem? Cóż mi potem zostało? Pojeździć sobie gdzieś, gdzie ludzie ścigają się dla przyjemności i chyba nie przedłużać umowy z NC+, żeby nie dokładać się do tego całego bałaganu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *